Drewniany kościół aniński

Autor: , Osiedle: Anin Data: .

Historia najstarszej anińskiej świątyni, sięga samych początków osiedla.

Za datę jego powstania przyjmuje się rok 1910. Charakterystyczną cechą, dla wznoszonych w owym czasie, na tzw. surowym korzeniu, podwarszawskich letnisk, było poszukiwanie i rezerwacja miejsc pod obiekty publiczne, takie jak szkoły, kościoły, tereny wypoczynkowe, itp. Zajmowali się tym z reguły właściciele parcelowanych terenów, czasami zamieszczając je na planach, nierzadko też przekazując ziemię za darmo lub partycypując w kosztach jej zakupu i budowy konkretnych obiektów. Zdarzało się również, że większość tych spraw spadała na pierwszych mieszkańców nowych osiedli, żywnie zainteresowanych ucywilizowaniem najbliższego otoczenia. W roku 1911, Antoni Szalla, mieszkaniec osiedla, twórca Willi Zakopianka przy ul. IX Poprzecznej i pierwszy sołtys Anina, stworzył plan budowy drewnianej kaplicy, nawiązującej wyglądem do modnego wówczas na linii otwockiej, budownictwa w lokalnym stylu zwanym Świdermajer. To nawiązanie warto podkreślić, ponieważ w pierwszej połowie XX wieku, powstało w okolicy Warszawy co najmniej kilkadziesiąt drewnianych kaplic, które w większości, w odróżnieniu od anińskiej, nie posiadały chociażby elementów charakterystycznej snycerki, a które współcześnie bywają ze sobą, pod tym względem zrównywane.

Plac pod budowę kaplicy podarował inny mieszkaniec Anina, Jakub Pawlikowski, a drewna dostarczyło Nadleśnictwo Wilanów. Koszty wykonawstwa pokryli mieszkańcy Anina i Nowego Wawra. Antoni Szalla zaprojektował i wykonał również rzeźbę ołtarza i konfesjonałów. Budowa kaplicy przypadła na okres Wielkiej Wojny i miała miejsce w latach 1915-1916. Uroczystego wyświęcenia nowej świątyni dokonał proboszcz zerzeński ks. Józef Kajrkuszto, w dniu 16 maja 1916 roku.

Budynek stanął przy dzisiejszej ulicy Rzeźbiarskiej, u wylotu ulicy Bosmańskiej (wówczas nie było jeszcze nazw ulic, nazwano je w 1925 roku odpowiednio Aleją Parkową i ulicą Kościelną), w miejscu gdzie wchodzi się na patio kościoła obecnego. Był niewielki, powstał na planie krzyża o wymiarach 8×12 metrów. O ile mógł on wystarczać lokalnej społeczności w pierwszych latach swojego istnienia, tak po kolejnej dekadzie, naznaczonej pokaźnym wzrostem liczby okolicznych mieszkańców, zaczął być niewystarczający. W 1929 roku, pod przewodnictwem kapelana letniska Anin, ks. Henryka Boguckiego, dokonano powiększenia przestrzeni wewnętrznej o dobudowanie od strony frontowej szerokiej i wysokiej wieży, na której szczycie umieszczono dzwony. W kolejnej dekadzie pojawiły się głosy o potrzebie wybudowania dużego kościoła murowanego. W tym miejscu warto zaznaczyć, że wobec współczesnych głosów nostalgii, naznaczonych ciepłym uczuciem do estetyki i klimatu małych, zdobionych, drewnianych budynków, zarówno kaplica anińska, jak i większość wspomnianych podmiejskich kościółków, od początku posiadała charakter tymczasowości. Miały one wystarczyć do czasu, kiedy osiedle się rozbuduje i będzie w stanie pobudować większy obiekt, z materiałów zapewniających mu właściwą majestatyczność i długotrwałość.

Aniński kościół w roku 1941, fot. z archiwum A. Ciećwierza.

Przetrwanie tych budynków, przez wiele kolejnych dekad, co wywołuje dziś obraz ich celowości i finalności, wiązało się przede wszystkim z uwarunkowaniami historycznymi, najpierw problemami z finansowaniem w czasach Wielkiego Kryzysu, potem z wybuchem II Wojny Światowej, a następnie niemożnością wznoszenia nowych świątyń, związaną z wrogą polityką władzy ludowej do kościoła katolickiego. Drewnianą kaplicę anińską, zastąpić miała świątynia o modnej wówczas modernistycznej bryle, posadowionej na przeformatowanej Górce Delmacha. Miała ona stanowić pomnik, jeden z kilku planowanych w szerokiej okolicy, poświęconych bohaterom Powstania Listopadowego, w tym przypadku poległym w dwóch Bitwach Wawerskich. Trudności finansowe, a następnie wybuch wojny, uniemożliwiły realizację projektu. Z bogatych założeń kurii, udało się wybudować jedynie kościół przy Placu Szembeka.

1 czerwca 1942 roku anińska kaplica stała się kościołem parafialnym erygowanej w tym dniu parafii Matki Bożej Królowej Polski. Jego gospodarzem został wtedy proboszcz, ks. Piotr Pieniążek. Na skutek jego działań, podjętych niedługo po zakończeniu wojny, w latach 1948-49 udało się przeprowadzić drugą i ostatnią przebudowę drewnianej świątyni. Dobudowano wówczas prezbiterium i zakrystię oraz nawy boczne. Wtedy też nieopodal, rozpoczęto budowę Domu Parafialnego, zarekwirowanego następnie przez ówczesne władze, które umieściły w nim Kino Wrzos. Z bryłą uformowaną w końcówce lat 40., świątynia przetrwała przez kolejne trzy dekady. W latach 1975-78, msze odprawiał w niej ówczesny wikary, ks. Jerzy Popiełuszko. W tym samym czasie trwała już budowa obecnego kościoła, prowadzona przez proboszcza, ks. Wiesława Kalisiaka. Podobnie jak w przypadku planów przedwojennych, on również miał stać się pomnikiem, tylko już Ofiar Zbrodni Wawerskiej z grudnia 1939 roku.

Aniński kościół po drugiej przebudowie, fot. z archiwum A. Ciećwierza.

Ostatnie nabożeństwo w starym kościele miało miejsce w kwietniu 1981 roku. Na tym jego historia się jednak nie skończyła. W tym samym czasie władze kościelne postanowiły o organizacji ośrodka duszpasterskiego na nowym osiedlu Poraje, zlokalizowanym wówczas w warszawskiej dzielnicy Praga-Północ (dziś w granicach dzielnicy Białołęka). Skierowany tam duchowny, ks. Marian Paź, pierwsze niedzielne msze odprawiał pod gołym niebem. Pewnym paradoksem i chichotem historii jest, że decyzja o przekazaniu działki, na której były one sprawowane, zapadła w Stanie Wojennym i została zaakceptowana przez ówczesnego komisarza wojskowego, posadowionego na ten czas w strukturze m.st. Warszawy. Wtedy też podjęto decyzję o przeniesieniu w to miejsce starej świątyni anińskiej. Pierwsze nabożeństwo w nowym miejscu, odprawiono w niej w dniu 1 września 1982 roku. Kościół służył wiernym przez kolejne kilkanaście lat.

Nowa, murowana świątynia, utworzonej w 1988 roku parafii Najświętszej Marii Panny Matki Pięknej Miłości, została wybudowana i poświęcona w roku 1995. Konsekracja miała miejsce w roku 2004. Wysłużony kościół drewniany został rozebrany, ale materiał z niego nie nadawał się już do ponownego użycia. Został on wtedy spalony, co definitywnie zakończyło historię tego urokliwego obiektu.


Adam Ciećwierz
absolwent studiów z zakresu Historii Sztuki PAN oraz varsavianistycznych UW, autor licznych publikacji, w tym książki “150 lat Gminy Wawer”


Fragment tekstu „Marsz REMBERTÓW-FALENICA (nieznany epizod zagłady)” W. Kulerskiego.

„Nieco dalej nastąpiły dwie próby ucieczki. Pierwsza z nich, podjęta samotnie, udała się. Widział ją Adam Ł.[apiński] z Międzylesia (1889):– Z lokatorem Zabłockim byliśmy na rannej mszy w Aninie. Kościółek był drewniany, niewielki, więc ludzie stali wokół, wewnątrz ogrodzenia i poza nim na ulicy, a tu Niemcy Królewską mnóstwo Żydów pędzą. Wtem spośród nich wybiegła jakaś młoda kobieta. Wbiła się między ludzi, zaraz potem przepuścili ją do kościoła i gdzieś znikła. Żandarm za nią w tłum, ale utknął w tłoku. Drugi próbował mu pomóc – uwiązł tak samo. Nie dali rady. Nijako było jej szukać. Ani Żydów w miejscu trzymać, ani tłumu wyganiać i przebierać, a do tego nie wiadomo, czy jeszcze w nim się znajdowała. Tych dwóch jakoś się wydostało z powrotem i po wszystkim. Żydówka ponoć się uchowała gdzieś w Aninie i wojnę przeżyła*.”

* We wspomnieniach dr Mariana Albińskiego (1892) znajduje się następujący ustęp: „Do str. 82, na której wymienieni są mieszkańcy Wawra–Anina, ukrywający żydów, dodam jeszcze pp. Mergentalerów […], którzy znalazłszy kilkuletnią żydóweczkę ocalałą z owego »pochodu żydów« przez ul. Królewską, przechowywała ją najpierw w szafie, potem w mieszkaniu, aż do chwili wyzwolenia, a później na apel komitetu żydowskiego (po wyzwoleniu) oddała ją zgłaszającym się, nawet bez podziękowania odbierających. Dziewczynka dostała imię, kompletne wyekwipowanie i wyżywienie przez cały czas, i uważana była przez bezdzietne małżeństwo prawie za własne dziecko” (zachowano pisownię oryginalną).
W: „Pamiętnik Mariana sercem-pisany wnuczkom Małgosi i Joasi Albińskim w Międzylesiu 1975 wrzesień”, Maszynopis z rękopiśmiennymi zmianami, s.90, w zbiorach Małgorzaty Albińskiej-Frank.


Wspomnienie…

Mój rocznik był ostatnim, który przystąpił do pierwszej komunii w starym kościele. Bardzo lubiłam tamten przytulny kościół. W moich wcześniejszych latach nawet parokrotnie udzielałam się jako bielanka na procesjach. Najpierw trzymałam szarfę poduszki procesyjnej, a kiedy podrosłam, awansowałam do sypania kwiatów! Upajałam się zapachem zakrystii, mocnym zapachem starego drewna i kadzidła.
Duże wrażenie na kilkuletniej mnie zrobił charyzmatyczny ksiądz Jerzy Popiełuszko (później, już jako nastolatka, ciężko przeżyłam jego zamordowanie).

Nowego kościoła nie polubiłam i zwyczajnie mi się nie podoba. Z niedowierzaniem przeczytałam, że należy on do najpiękniejszych współczesnych kościołów w Polsce! Tak napisał Lechosław Herz w “Pod ożywczym drzew cieniem”. Lechosława Herza darzę estymą i uwielbiam jego książki, ale widać jestem architektoniczną ignorantką… a może nadal się buntuję przeciwko odebraniu mi części mojego dzieciństwa?

Magdalena Jędrzejewska
mieszkanka Anina