Ludzie, śmieci i dziki

Ludzie
Odbiór odpadów komunalnych jest ostatnio jednym z najgorętszych tematów poruszanych w mediach i bezpośrednich rozmowach mieszkańców Wawra. Faktem są piętrzące się wzdłuż ulic stosy pojemników na odpady, pustych i pełnych worków wszelakich kolorów i zawartości. Wszyscy zastanawiają się kiedy pojawią się smieciarki, skąd wziąć nowe pojemniki i jak pozbyć się starych. W całej tej debacie pomijana jest jednak zasadnicza kwestia dotycząca źródła tych odpadów.
Większość mieszkańców bezrefleksyjnie generuje ogromne ilości śmieci, nie zastanawiając się nawet co się z nimi finalnie dzieje. Każdy oczekuje, że ktoś odbierze odpady i coś z nimi zrobi. Masa śmieci sukcesywnie rośnie, produkujemy ich coraz więcej i więcej, często są to odpady trudne do przetworzenia, ponownego wykorzystania i realnie nikt nie wie co z nimi zrobić. Coraz bardziej kontrowersyjny jest również zryczałtowany sposób naliczania opłat za wywóz śmieci. Każdy właściciel domu jednorodzinnego płaci tyle samo, bez względu na to czy budynek jest zamieszkiwany przez jedną starszą osobę, czy też jest w praktyce hotelem robotniczym z kilkudziesięcioma lokatorami.

Śmieci
Polak wytwarza rocznie blisko 400 kg odpadów komunalnych. W skali UE to bardzo mało. Statystyczny Duńczyk i Austriak wyrzucają ponad 800 kg śmieci rocznie. Niestety, wraz ze wzrostem zamożności szybko gonimy unijną śmieciową czołówkę. Co roku masa generowanych przez nas śmieci wzrasta o ponad 5%, w ciągu dekady produkcja odpadów w przeliczeniu na jednego mieszkańca wzrosła o około 40%. Nic nie wskazuje aby ten trend się zatrzymał. Również poziom recyklingu odpadów jest alarmująco niski. Trudno znaleźć precyzyjne dane, różnią się one w zależności od źródła, przyjętej metodyki i terminologii, ale zawiera się on w przedziale 15-35%. Aby podnieść statystyki recyklingu i zbliżyć się do unijnych wymagań, zaczęto odbierać od mieszkańców odpady BIO. Najsłabiej wypada recykling tworzyw sztucznych, lepsze wyniki osiągamy w przypadku aluminiowych puszek i papieru.

Już sam system odbioru odpadów generuje śmieci w postaci worków z tworzywa sztucznego, w skali UE są to gigantyczne ilości. Mało kto zauważa śmieciowy problem, po prostu wystawiamy przed płot coraz więcej worków, mamy większe śmietniki, za ich odbiór płacimy więcej, odpady prędzej lub później ktoś zabiera i po kłopocie. Ponad 10 lat temu próbowałem się dowiedzieć co realnie dzieje się z odpadami, które wkładam do worków. Pomimo licznych starań nie dowiedziałem się wiele, a uzyskane informacje nie były optymistyczne. Media regularnie donoszą o śmieciowych mafiach, płonących składowiskach, odpadach wywożonych do lasów i zatrzymywanych na granicy ciężarówkach wypełnionych śmieciami.
Rosną tzw. oceaniczne plamy śmieci, w praktyce to pływające wyspy zajmujące coraz większe połacie oceanów. Największa z nich ma ponad 1,6 mln km2, jest więc pięć razy większa od Polski. Mikroplastik przeniknął już do najodleglejszych obszarów naszej planety, znajdziemy go w glebie, powietrzu, wodzie, rybach, owocach, warzywach oraz naszych ciałach. Jednym słowem nasza cywilizacja nie radzi sobie ogromem produkowanych śmieci. Poza składowaniem, najpowszechniejszym sposobem na walkę ze śmieciami jest ich spalanie. Nie jest to jednak rozwiązanie przyszłościowe w świetle celów klimatycznych UE. Jedynym sposobem jest więc ograniczenie produkcji śmieci. Do tego jednak nie kwapi się światowy biznes, oparty na konsumpcjonizmie, czyli sprzedawaniu ludziom rzeczy, których nie potrzebują. Realnie taniej jest wyprodukować plastikową butelkę z ropy lub gazu, niż z surowców wtórnych.

Z Polski, po krótkim epizodzie, zniknęły również wielorazowe butelki z tworzyw sztucznych. Obecnie mamy, budzące zdziwienie, butelkomaty. Dotychczas obowiązywała zasada odkręcania butelek, gniecenia ich i wrzucania do żółtego worka. Korek najlepiej było oddać na cele charytatywne. Obecnie sytuacja zmieniła się diametralnie, już nie odkręcamy, nie gnieciemy, tylko wkładamy do butelkomatu. W praktyce idzie to opornie, większość ludzi nie za bardzo rozumie skąd ta zmiana, padają pytania ile kosztuje taki butelkomat, dlaczego napoje podrożały i ile odpadów będzie z zepsutych butelkomatów. To jednak temat na inny artykuł.

Faktem jest, że zasadniczym problemem jest nie to co robić ze śmieciami, ale jak zmniejszyć ich ilość. Starsi mieszkańcy Wawra pamiętają jeszcze czasy gdy problem śmieci nie istniał. Po prostu, jeszcze 50 lat temu, ze znacznych obszarów dzielnicy śmieci nikt nie odbierał, bo ich nie było. Rzadkością były opakowania z tworzyw sztucznych, metalowe puszki itp. Butelki szklane były zwrotne, zakupiony z wielkim trudem telewizor lub lodówkę użytkowano, naprawiono, konserwowano przez dziesięciolecia. Buty naprawiał szewc, skarpetki cerowała babcia, zabawki przechodziły z pokolenia na pokolenie. Makulaturę dzieci musiały obowiązkowo przynosić do szkoły, podręczniki oddawano młodszym uczniom itd. Żywność była trudnodostępna więc nikt jej nie marnował. Resztkami kuchennymi karmiono psy, drób, króliki a nawet nutrie. Mieliśmy więc gospodarkę obiegu zamkniętego, do której obecnie dąży cała UE. Kubły na odpady i śmieciarki pojawiały się głównie w obszarze zabudowy wielorodzinnej, przy zakładach pracy, bazarach itp. Oczywiście świat się diametralnie zmienił. Jesteśmy bajecznie bogaci w porównaniu do okresu komunistycznego reżimu, ale czy te wszystkie śmiecie są nam naprawdę potrzebne do szczęścia?

Dziki
Wszelkie wystawiane za płot odpady wzbudzają oczywiście zainteresowanie zwierząt, głównie dzików, ale również lisów, kun, wron, srok i kawek. Media obiegają zdjęcia powywracanych śmietników i rozwleczonych wzdłuż ulic śmieci. Trzeba jednak na sprawę patrzeć obiektywnie, winę za takie zdarzenia ponoszą ludzie, a nie dziki. Wystawione przed furtkę odpady to nic innego jak wielka stołówka, a raczej renomowana restauracja, dla dzikich zwierząt. Aby zrozumieć dlaczego się tak dzieje musimy na chwilę porzucić głęboko zakorzeniony w nas antropocentryzm i postawić się na miejscu dzika. To duże zwierzę mające znaczne zapotrzebowanie energetyczne. Przez całą zimę zalegała gruba pokrywa śnieżna, często dodatkowo w wierzchniej warstwie pokryta lodem.

Dzik ma krótkie nogi i przemieszczanie się takich warunkach jest dla niego bardzo męczące. Regularnie można było obserwować dziki chodzące „gęsiego”, najpierw najsilniejszy osobnik, torujący drogę, za nim reszta rodziny. Oczywiście łatwiej chodzić w miejscach, gdzie nie ma śniegu np. ulicą lub chodnikiem. Podobnie robimy my, dlaczego więc dziwimy się, że robią tak dziki? Silny mróz zwiększa dodatkowo zapotrzebowanie na energię niezbędną do utrzymania temperatury ciała. W lasach nie było zbyt dużo jedzenia. Minionej jesieni, z powodu przymrozków i suszy, praktycznie nie owocowały dęby, nie było więc żołędzi. Ściółka i gleba były zamarznięte.

Dzik ma bardzo dobrze rozwinięty zmysł węchu, zawartość naszych śmietników wyczuwa i rozpoznaje z odległości ponad kilometra. To co dla nas jest odpadem, dla dzika oznacza wyborne przysmaki. Obecnie ludzie nie wiedzą już czym jest głód, dzikie zwierzęta doświadczają go regularnie. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy przez trzy dni nic nie jedliśmy, jest zimowa mroźna noc i nagle mamy do dyspozycji nieograniczone zasoby najlepszego jedzenia.

Worek z odpadami to stołówka dla zwierząt fot. J. Gryz

Tak czuje się dzik idący ulicą, wzdłuż której wystawiany nasze śmieci. Trudno więc mieć do niego pretensje, że skorzystał z tak obfitej stołówki, którą mu zaoferowaliśmy.

W przeszłości, gdy śmietniki były metalowe, nikt nie zostawiał ich na noc poza posesją. Część ludzi budując ogrodzenia, uwzględniała w nich specjalną wiatę na śmietniki dostępną z obu stron. Panowie odbierający śmieci mieli otwartą furtkę od strony ulicy i cały system sprawnie działał. Jeśli ktoś nie miał takiej konstrukcji w płocie i nie wystawił rano pojemnika, to panowie ze śmieciarki dzwonili do furtki prosząc o wystawienie pojemników. Odpady nie zalegały dniami i nocami przed ogrodzeniem, tak jak obecnie.

dr hab. Jakub Gryz
prof. Inst. Badawczego Leśnictwa
mieszkaniec Wawra