Akcja Czysta Rzeka

W sobotę 18 kwietnia odbyła się akcja „Czysta Rzeka” – sprzątanie brzegu Wisły na odcinku odciętym starym wiślanym korytem zwanym „Kępą Wieloryb”. Akcję zorganizowali „Strażnicy Rzek” – działacze Fundacji WWF. Towarzyszyli im liczni wolontariusze. Przeczytajcie dlaczego było warto.

Warszawa na czele świata
W międzynarodowych rankingach miast, opartych na ocenach turystów Warszawa wypada wysoko. Według Forbesa to czwarte na świecie miasto pod względem czystości, a trzydzieste drugie pod względem atrakcyjności. W tych rankingach wiele pochwał zbieramy za ilość i jakość przestrzeni zielonych, a prawobrzeżne, naturalne wybrzeże Wisły nie ma sobie równych. Można się zastanawiać czy liczną grupę działaczy, która stawiła się na wezwanie Strażników Rzek WWF przyciągnął tu elitarny smak imprezy. Trudno zrozumieć ludzi, którzy w sobotę, zamiast próżnować byli gotowi sprzątać na klęczkach. Czyżby po to żeby zaspokoić swoją próżność?

Strzażnicy rzek i największy śmieć – gruba rura, fot. D.Wrońska

Posmak raju
Dzięki takim akcjom jak „Czysta Rzeka” na błoniach kępy Wieloryb jest czyściej niż na francuskich polach Elizejskich. W mitologicznej idei pól Elizejskich błądzenie wśród kwiatów było nagrodą za bohaterskie życie. Tyle, że po śmierci, a tu żywym też było wolno. Do tego zrozumienie ze strony zwierząt: maleńkie dziczki – „pasiaczki” ze słodkim piskiem kryły się w zaroślach i nie skarżyły się swoim mamom wcale, bo żadna locha nawet nie chrumknęła. Ten pokój między człowiekiem a innym stworzeniem to biblijny Eden. Jeżeli myślicie, że przesadzam z tą rajskością to nie widzieliście tych perfekcyjnie doskonałych koron kwitnących drzew w kontraście do strzaskanych ogromnych pni wyściełających koryto martwej Wisły. W radosnej myśli, że natura ma prawo robić bałagan bo sama go sprząta rozpływa się codzienna udręka każdej domowej gospodyni – są jeszcze wątpiący?

Komfort pokoju
Ciągnęłam sobie za jakiś płowy pasek, który pomału wypruwał się z ziemi. Kibicowali mi entuzjastycznie przechodnie z workami w rękach. Wojskowo wyglądał ten pasek. Ciągnąć dalej? Ciągnąć – to nie jest Ukraina. Tam dreszcz niepokoju przed miną pułapką przyszedłby dużo wcześniej. Mieszkańcom wielu państw takich jak Syria, Kambodża czy Mjanma w ogóle by nie przeszło przez głowę, żeby za coś takiego się brać. Wojna jest tu odległa w czasie, a rzadkie niewybuchy kryją się głęboko w ziemi i w dnie Wisły. Niebo mamy wolne od dronów. A nie – jeden lata. Wygląda jak duża biedronka. Świetnie – ćwiczcie się chłopcy, to się może kiedyś przydać – ale jeszcze nie teraz.

Żegnaj PRL- u Niebezpieczne śmieci jednak bywają: na przykład kineskop, całkiem stary ale ciągle gotów implodować. Do tego azbest – wciąż jeszcze się zdarza – mówią Strażnicy Rzek – choć w tym miejscu sprzątamy już ósmy rok z rzędu. Azbestu nie przyjmie nawet PSZOK – trzeba go będzie odwieźć do specjalistycznej firmy – ale Strażnicy Rzek z wszystkim sobie radzą. Jaka to ironia, że praca społeczna, która przynosi światowy prestiż staje się skuteczna dopiero w czasach gospodarki rynkowej. Duch komunizmu musi przewracać się w grobie w swojej azbestowej trumnie.

Sowia cisza
Miernik dźwięku, który na ruchliwej ulicy wskazuje ponad osiemdziesiąt decybeli tu chwilami spada do czterdziestu. To cisza biblioteczna, warunek głębokiego skupienia i zadumy. U  mieszczucha przyzwyczajonego do zgiełku może wręcz budzić niepokój, ale szybko pomaga stary instynkt mówiący, że nic groźnego się nie zbliża, skoro ptaki śpiewają. W nocy, gdy dzienne ptaki zamilkną, nasze uszy zaprotestują piszcząc, ale sowy będą mogły wychwycić lot ćmy, a dla nietoperza i jego sonaru ta przestrzeń stanie się krystalicznie przejrzysta. Wolność od śmieciowego hałasu to też czystość, a w mieście wielki luksus. Jeśli jednak ciągle są ludzie, którzy chcieliby tę ciszę zburzyć a krajobraz przełamać kolejnym mostem z gonitwą samochodów to niech ich Zielony Pierścień Aglomeracji Warszawy ściśnie!

Magda znalazła nóż, potem łyżkę, widelca szukajcie sami, fot. D. Wrońska

Co jeszcze musimy wygrać?
Opływająca Kępę Wieloryb wiślana woda ma jeszcze miły brązowy kolor i dzięki domieszce kąpielowej wody ze Świdra, wciąż zachęca do zanurzenia stóp. Niestety to się kończy kilkaset metrów dalej. Tu, jednym z ujść kanału Wawerskiego, dociera dobrze nam znana woda o martwej aurze Styksu. Z za parawanu drzew wystają, jak wyrzut klimatycznego sumienia, kominy węglowej elektrociepłowni Siekierki. Skromna szata porostów zdradza zimowy smog. Miło się do tej pory czytało o sukcesach, ale przechodząc do wyzwań – będzie ciężej. Paryż, prześcignięty w czystości, ma w Sekwanie wodę do której wpuścił olimpijskich pływaków. Nasze powietrze – choć się poprawia – ciągle bardziej przypomina Azję niż Europę. Strażnicy Rzek i inni aktywiści, którzy przed chwilą budzili podziw – za chwilę będą nazywani „eko-terrorystami” jeżeli tylko zaczną wymagać i przeszkadzać. Unia Europejska – też zła bo ciśnie, żeby gonić jej standardy. Pamiętajcie jednak, że my nie po to ją gonimy żeby dorównać, ale żeby prześcignąć.

Dorota Wrońska
mgr Hydrobiologii opiekunka Klubu Młodego Odkrywcy „Skarby Pobliża”