Śmieciowy bałagan bez końca
Płacimy więcej, a dostajemy mniej. Nie ma też mowy o odpowiedzialności, konsekwencjach i rekompensatach.
„Przejściowe niedogodności” trwają siódmy tydzień
W odpowiedzi na interpelację nr 256 Biuro Gospodarki Odpadami m.st. Warszawy (BGO) poinformowało Burmistrza Dzielnicy Wawer, że „zmiana operatora została przeprowadzona w sposób zapewniający ciągłość świadczenia usługi”. Jednocześnie w tej samej odpowiedzi BGO przyznało, że w dniach 1- 19 kwietnia wpłynęło 4913 zgłoszeń dotyczących braku odbioru odpadów z terenu Wawra, Rembertowa i Wesołej. Prawie pięć tysięcy zgłoszeń w trzy tygodnie to nie jest „ciągłość usługi”. To jest paraliż.
Płacisz więcej, a nawet możesz być ukarany
Od 1 kwietnia stawki za odbiór odpadów wróciły do poziomu sprzed obniżki: 85 zł miesięcznie dla zabudowy wielorodzinnej i 107 zł dla jednorodzinnej.
W odpowiedzi na interpelację BGO stwierdza, że „przepisy nie pozwalają na obniżenie opłaty za gospodarowanie odpadami lub wypłacenie rekompensaty z tytułu opóźnień”, ponieważ opłata nie jest wynagrodzeniem za usługę, lecz daniną publiczną. BGO cytuje wyrok WSA: mieszkaniec ma obowiązek płacić nawet wtedy, gdy gmina niewłaściwie organizuje odbiór odpadów.
Podsumujmy: mieszkańcy płacą za wadliwą usługę i nie przysługuje im żadna rekompensata. Dodatkowo mieszkańca można ukarać za nieprawidłową segregację podwójną stawką.
To nie jest przypadkowy zbieg okoliczności. To systemowe przerzucenie ryzyka operacyjnego na obywatela. Trzeba powiedzieć mieszkańcom wprost: system prawny jest tak skonstruowany, że obywatel nie może odzyskać pieniędzy za nieświadczoną usługę komunalną. Jest to problem do zmiany na poziomie legislacyjnym, a nie powód do unikania.
Grunt to wygrać przetarg
Mieszkańcy zastanawiają się jak to możliwe, że MPO nie mając zaplecza operacyjnego wygrało przetarg?
MPO zamieściło ogłoszenie o pracę: poszukiwani kierowcy śmieciarek i ładowacze do obsługi dzielnic Rembertów, Wawer i Wesoła. Nie jest to ogłoszenie rozbudowy floty. MPO podpisało umowę w listopadzie 2025r, a rekrutuje teraz, siedem tygodni po przejęciu obsługi największej obszarowo dzielnicy Warszawy.
Z rozmów mieszkańców z ekipami wywożącymi odpady wynika, że MPO chce pozyskać byłych pracowników Lekaro – bo to oni znają specyfikę terenu. Jak do tego doszło, że nowy operator jest nieprzygotowany operacyjnie i dopiero po przejęciu kontraktu uzupełnia tabor i usiłuje rekrutować… od konkurencji. Nadal brakuje ludzi do pracy, ponieważ choć z Lekaro zgłosiło się wiele zwolnionych osób, to – kiedy dowiedzieli się jakie będą płace w MPO – zrezygnowali.
W Internecie w większości pojawiają się krytyczne komentarze mieszkańców:
■ „Nie ma siły na ten bajzel. Reklamacje, skargi, obiecanki. Terminy nie dotrzymywane, pojemników dalej nie ma.”
■ „Zamiast dzików w lecie będą karaluchy i szczury”
■ „Na ul. Strusia odebrali, ale tak niedbale, że część odpadów została na ulicy”
■ „Dziki rozwaliły mój worek z bio, MPO nie odebrało. Muszę wynosić odpady o 6 rano”
■ „Karawana jedzie dalej. Smutek.”
■ „Kto narzekał na Lekaro, niech się bije w piersi.”
■ „Z odpowiedzi na reklama cję wynika, że MPO zostało wyposażone w wehikuł czasu.”
■ „Bardzo nie lubię krętactw. MPO zatrudniło PR-owców z najgorszego snu klientów.”
[Kwiecień – Maj 2026 r.]
Każda frakcja osobno, innego dnia
Jednym z najpowszechniej zgłaszanych problemów jest niezgodność odbioru z harmonogramem. Lekaro odbierało osobno kilka frakcji jednego dnia. MPO odbiera każdą frakcję osobno, w innym dniu i o różnych porach.
Chodniki i wjazdowe uliczki osiedli przez większość tygodnia wyglądają jak „śmieciowisko” – zawsze jest frakcja czekająca na odbiór. Mieszkańcy muszą pilnować odpadów przed dzikami. Jedna z mieszkanek opisuje to precyzyjnie: „nie mogę wynieść śmieci przed snem – bo dziki; rano wynoszę przed 7 – w piżamie – żeby zdążyć – a oni są o 11; potem wstaję po 7 – za późno – już byli”.
W Falenicy, na odcinku od ul. Kłodzkiej do ul. Lokalnej, odpady zielone zalegały od 8 do 15 maja. Mieszkańcy prosili wiele razy o aktualny harmonogram, a na reklamacje nie ma reakcji.
Mieszkańcy policzyli, że w miesiącu wystawiają 12 razy różne odpady, niestety na terminowy odbiór nie ma co liczyć. Tydzień w tydzień ulice są zastawione workami. Czy ekologia = brak estetyki? Czy nie może być czysto, terminowo i estetycznie?
W rozmowach z operatorami śmieciarek mieszkańcy dowiedzieli się, że „zielone” są odbierane przez ekipy obsługujące inne rejony jako nadgodziny z powodu braku taboru i ludzi.
Niestety MPO informuje, że „nie przewiduje zmiany harmonogramu”. A niby dlaczego nie?
Masz kompostownik? Ukryj go.
Lekaro przez kilkanaście lat odbierało odpady zielone również od właścicieli kompostowników. MPO tego nie robi – żeby zabrało trawę i liście trzeba oficjalnie zrezygnować z ulgi kompostowej i złożyć nową deklarację.
W efekcie mieszkańcy teraz muszą „rezygnować” z kompostownika, bo za proekologiczne zachowanie – MPO nie odbierze zieleni z posesji.
Miasto zachęca do postaw ekologicznych i jednocześnie karze tych, którzy je realizują. Odebranie możliwości oddawania odpadów zielonych działa jak kara.
System przyjmuje zgłoszenia
Mieszkańcy zgłaszają masowo sytuacje, w których MPO nie odbiera odpadów. Odpowiedź może zaskoczyć – odbiór został zrealizowany w terminie, który nie istniał.
Ktoś zgłosił nieodebranie odpadów 21 kwietnia – otrzymał odpowiedź, że MPO odebrało jego śmieci 12 kwietnia, czyli dziewięć dni przed złożeniem reklamacji. Inna mieszkanka zgłosiła brak odbioru zielonych 30 kwietnia – po tygodniu dostała odpowiedź, że nie odebrano ich z powodu braku dostępu do altany. Tymczasem zielone zabrała przed tym terminem inna ekipa, zbierająca BIO.
To nie są incydenty. System 19115 generuje szablonowe odpowiedzi, aby zamknąć reklamację, a nie rozwiązać problem. A jest jedynym kanałem kontaktu.

Co trzeba egzekwować zgodnie z umową?
Umowa nr UMIA/GO/B/III/1/8/19/2025-2029 zawarta 27 listopada 2025 roku jest dokumentem publicznym. Zawiera katalog kar umownych. Zawiera zapisy o obowiązku monitorowania jakości segregacji, GPS-owym śledzeniu pojazdów, dokumentacji fotograficznej z odbiorów i obowiązku zgłaszania nieprawidłowości. Miasto – ma prawo do kontroli pojazdów MPO w czasie rzeczywistym, łącznie z zamocowaniem urządzeń rejestrujących na śmieciarkach.
BGO w odpowiedzi na interpelację przyznało, że „za okres realizacji umowy od 1 kwietnia na nowego operatora nie zostały nałożone kary umowne oraz nie zostało wypłacone wynagrodzenie”.
Czy miasto celowo zwleka z rozliczeniem, żeby nie ujawniać skali kar, które powinny być naliczone?
Umowa przewiduje kary za każdy nieodebrany pojemnik, za opóźnienia, za brak dokumentacji. Przy 4913 zgłoszeniach w ciągu 19 dni kwota kar mogłaby być znacząca. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy zostanie naliczona i w jakiej wysokości.
Czipowane pojemniki i profilowanie
Pojemniki MPO mają czipy, które są skanowane. Umowa zobowiązuje MPO do monitorowania jakości segregacji i zgłaszania nieprawidłowości poprzez system 19115 – z przypisaniem do konkretnego miejsca gromadzenia odpadów (MGO), czyli konkretnego adresu. System ten oznacza, że każde otwarcie pojemnika przy odbiorze jest rejestrowane, kwalifikowane i potencjalnie archiwizowane. Odpady mogą być fotografowane. Poprawność segregacji jest oceniana i przypisywana do adresu. W przypadku nieprawidłowości może to skutkować nałożeniem podwójnej opłaty.
Tymczasem adres nieruchomości oraz dane o zachowaniach (co i kiedy wyrzucamy, czy mamy kompostownik) tworzy tzw. profil behawioralny i są to dane osobowe. W świetle umowy z MPO nie jest jasne: kto jest administratorem tych danych, jak długo są przechowywane, komu mogą być udostępniane i czy mieszkańcy zostali o tym przetwarzaniu właściwie poinformowani – umowa nie zawiera klauzuli informacyjnej dla mieszkańców.


0 komentarzy