Dziczej noweli ciąg dalszy

W poprzednich wydaniach GW naświetliłem szereg zagadnień związanych z interakcjami dzików i ludzi. Doszedłem do wniosku, iż uzupełnienia wymaga jeszcze jedna kwestia, przedstawiana w przestrzeni medialnej, delikatnie rzecz ujmując, nieobiektywnie.

Afrykański Pomór Świń (ASF)
Dziki są powszechnie przedstawiane jako źródło istotnych problemów gospodarczych, związanych z pojawieniem się w Europie i Polsce wirusa ASF. Najbardziej narzekają oczywiście hodowcy trzody chlewnej oraz szeroko pojęte otoczenie tej branży. Kolejni premierzy, ministrowie, dyrektorzy, inspektorzy i inne osoby na stanowiskach, krytykują działania poprzedników i zapewniają, iż oni wreszcie rozprawią się z gospodarczo kłopotliwym wirusem. Zasadnicze remedium na epidemię jest jedno, masowe zabijanie dzików, pojawia się termin depopulacja, eksterminacja, nielimitowany odstrzał itp. W XXI wieku takie podejście wydaje się anachroniczne. Pomimo ponad 10 000 lat rozwoju naszej cywilizacji, wciąż uważamy że zabijanie jest najlepszą metodą rozwiazywania problemów. Zabijamy się nawzajem, z coraz większą intensywnością, wytępiliśmy większość dzikich zwierząt lądowych, oraz zredukowaliśmy prawie do zera zasoby ryb konsumpcyjnych zamieszkujących nawet najodleglejsze rejony oceanów.

Tak właśnie postąpili z dzikami Duńczycy. Po prostu wszystkie zabili, pomimo, iż ASF nigdy do tego kraju nie dotarł. Trzeba nadmienić, iż w Danii mieszka około 6 mln ludzi i blisko 13 mln świń. Był to pierwszy od blisko 100 lat przypadek celowego wytępienia całego gatunku w europejskim państwie. Co ciekawe stało się to w okresie, powszechnie propagowanej, dbałości o przyrodę i ochronę środowiska, empatii, praw zwierząt. W Polsce ASF pojawił się oficjalnie w roku 2014 i pomimo implementacji rozlicznych działań trudno dostrzec jakieś sukcesy w walce z tą chorobą. Od roku 2019 zabito ponad 1,5 miliona dzików, wydatkując na to ogromne środki finansowe z budżetu państwa. Działanie to krytykują obrońcy zwierząt, naukowe gremia, a nawet NIK.

Nic jednak nie wskazuje na zmianę podejścia do walki z wirusem. Absurdalnych sytuacji mamy więcej, przykładem może być budowanie płotów na przejściach dla zwierząt nad drogami. Na budowę tych przejść wydano ogromne sumy, a następnie przegrodzono je płotami, aby zwierzęta jednak z nich nie korzystały. Wszystko w ramach walki z ASF. Trudno się dziwić, że zwierzęta próbują się przedostać na drugą stronę drogi przez dziury w ogrodzeniach i otwarte bramy serwisowe. Płoty mające zatrzymać dziki budowano również w poprzek lasów, pól, oczywiście ludzie szybko niszczyli te ogrodzenia, zostawiali otwarte bramy, ewentualnie dziki przechodziły pod siatką.

Głośna była również sprawa nakazu uśmiercenia świnek wietnamskich traktowanych przez właścicieli jak zwierzęta domowe. Najważniejszy jest oczywiście przekaz medialny: działamy, coś robimy, damy radę, jesteśmy już blisko pokonania wirusa… i tak od kilkunastu lat. Jedynym efektem jest znaczący spadek liczby podmiotów „produkujących” wieprzowinę. Czy jednak dziki są winne epidemii ASF, czy może są jej główną ofiarą?

Kilka faktów
ASF powstał, wyewoluował, a na pewno został pierwszy raz stwierdzony u trzody chlewnej w 1910 r. w Kenii. Do 1956 roku choroba ta występowała tylko w Afryce. Potem stwierdzono tego wirusa w Portugali, Hiszpani, Francji i Włoszech. Na początku XXI wieku ASF stwierdzono w Gruzji, potem w Rosji i krajach sąsiednich a następnie w Polsce. Chore świnie nie były raczej prekursorami migrantów i nie przepłynęły same pontonem przez Morze Śródziemne do Europy. Generalnie ten wirus dość szybko zabija zaatakowane zwierzę i po zainfekowaniu dzik nie ma zdolności do przemieszczania się na znaczne odległości (jak człowiek z ciężkim przebiegiem grypy). Wniosek jest więc prosty, to ludzie odpowiadają za transmisje tego wirusa z Afryki do Europy. Najprawdopodobniej zjawisko to miało miejsce wielokrotnie. Podobnie wygląda sytuacja z przedostawaniem się wirusa do chlewni. Z oczywistych względów dzik nie ma możliwości wejścia na taką fermę, ani nikt już od dawna nie pasie trzody w lesie. Za transmisję wirusa odpowiadają więc ludzie. Biorąc pod uwagę zagorzałą walkę o wiejski elektorat, żaden polityk jednak tego nie powie. Inspekcja Weterynaryjna też raczej nie weźmie odpowiedzialności za przedostanie się do Polski ASF. Najlepiej więc wszystkim obarczyć dziki i zarządzić ich eksterminację.

Urzędnicy wymyślili więc zupełnie nierealne maksymalne zagęszczenie dzików jakie może być w obwodzie łowieckim. Efekt był natychmiastowy, dziki dostosowały się do urzędowych wytycznych i zmniejszyły zagęszczenie już w 2017 roku. Dotyczy to również obwodów łowieckich zlokalizowanych na terenie aglomeracji warszawskiej. Wbrew powszechnie głoszonym opiniom, obwody łowieckie obejmują część Wawra, Wesołej i Wilanowa. Granica jednego z nich znajduje się około 2 km od UD Wawer. Jednak, przynajmniej oficjalnie, dzików tam prawie nie ma. Konkretnie, wykazano 30 osobników na ponad 90 km2. Dla porównania Wawer ma niecałe 80 km2 powierzchni. Obwód po drugiej strony Wisły też nie obfituje w dziki, wykazano ich zaledwie 10 na ponad 40 km2.

Skąd więc kłopoty z dzikami, skoro są to tak rzadkie zwierzęta? W tym przypadku zasadniczym problemem jest brak, opartego na metodach naukowych, państwowego systemu monitoringu zwierząt łownych.

Jedna z wielu otwartych wawerskich furtek, pomimo wyraźnej prośby o jej zamykanie (fot. J. Gryz)

Są groźniejsze choroby
ASF nie jest jedyną chorobą atakująca zwierzęta hodowlane i powodującą ogromne straty gospodarcze. Przykładem może tu być ptasia grypa. Rezerwuarem wirusa są dzikie ptaki, sam wirus (najbardziej groźny szczep H5N1) wyewoluował najprawdopodobniej na fermach drobiu, gdzie zwierzęta utrzymywane są w bardzo wysokich zagęszczeniach. W wyniku ptasiej grypy i działań zapobiegawczych po wykryciu wirusa w hodowli, giną miliony ptaków, a straty gospodarcze są ogromne. Dodatkowo wirus ten jest groźny również dla ludzi, w ostrym przebiegu choroba może doprowadzić do śmierci. Pomimo tych faktów, o ptasiej grypie mało kto słyszał, nie wzbudza ona tylu emocji, nie rozpisują się o niej media i nie jest obiektem politycznych debat. Nikt też nie proponuje masowego zabijania ptaków, aby tego wirusa zwalczyć. Hodowcy powinni przestrzegać zasad bioasekuracji, podobnie jak w przypadku ASF.

dr hab. Jakub Gryz
prof. Inst. Badawczego Leśnictwa
mieszkaniec Wawra