Segreguj albo giń

Wioska Bugpomurz-Kolonia leżała tak daleko od centrum cywilizacji, że nawet mapy się jej wstydziły. Mieszkańcy utrzymywali się z grzybów, plotek i nielegalnych kiszonek, a ich największym wrogiem nie była bieda, lecz… system segregacji odpadów.

Zgodnie z Rozporządzeniem nr 12b/4k, wydanym przez Urząd Gminy Dolnobora, śmieci zmieszane należało wystawiać w „przezroczystym, ekologicznym worku z tworzywa ulegającego biodegradacji tylko w atmosferze Marsa, i to podczas burzy piaskowej”. Worki należało wystawić w czwartek, ale tylko wtedy, gdy księżyc był w nowiu, a sołtys nie miał gorączki. Problem polegał na tym, że:

  1. Sołtys zawsze miał gorączkę, ale nikt nie wiedział, czy z powodu nerwicy, czy z braku lodówki.
  2. Dziki pokochały bio odpady, każdej nocy urządzały na drodze dziki piknik z resztek obierek, jajek i niewyjaśnionej substancji z kubła po zupie rybnej z 1987 roku.
  3. Lisy skakały po koszach z gracją baletnic i apetytem hycli, wynosząc wszystko, co dało się rozszarpać lub polizać.
  4. Wrony nauczyły się odczytywać kody kreskowe i układały odpady według ich kaloryczności.
Fot. Piotr. Kobyliński

Pewnego ranka pan Śmietnikowski, urzędnik gminny oddelegowany do „zadań śmieciowo-strategicznych”, przybył na kontrolę. Ubrany w kamizelkę z logiem „Segreguj albo giń” i z teczką pełną wydruków z drukarki, która śmierdziała tonerem i smutkiem, przystąpił do analizy sytuacji.

— O, nie, nie, nie — mruczał pod nosem. — Bio razem z plastikiem?! Karton po mleku przyciśnięty do skorupek po jajkach! A ten worek… przecież on nie oddycha! Toż to barbarzyństwo! Eko-anarchia!

— A gdzie mamy to wszystko trzymać, panie inspektorze? — zapytała babka Kunegunda, wycierając ręce o fartuch, w którym fermentowały dwa pokolenia pomidorówki.

— W zielonym kuble typu K-G-3b z klapą półautomatyczną! Zgodnym z podpunktem E załącznika nr 5a!

— My mamy tylko stary gar po bigosie.

Urzędnik spisał protokół, załączył zdjęcia lisów grzebiących w odpadach (jeden z nich pomachał), i wrócił do Dolnoboru w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Tydzień później przyszło oficjalne pismo:
„W związku z naruszeniem zasad harmonogramu wywozu i wykroczeniem w zakresie terytorialnego ładu śmieciowego, informujemy, że do wsi Kolonia Bugpomurz przydzielono program naprawczy. Od teraz śmieci będą wywożone raz na trzy miesiące, ale za to z edukacyjną prezentacją multimedialną o wpływie ananasa na gospodarkę odpadową”.

Prezentację miała prowadzić specjalistka ds. owoców egzotycznych z Koła Gospodyń Cyfrowych.

Tymczasem w lesie dziki rozpoczęły rewolucję bio. Roznosiły obierki wzdłuż granicy działek, nawożąc ziemię pod przyszłe inwestycje bobrów. Lisy zorganizowały kursy segregacji dla młodzieży leśnej, a sroki rozpoczęły zbiórkę folii aluminiowej z zamiarem ułożenia z niej pomnika „Niepoznanego Pracownika MPO”.

W Bugpomurz-Kolonii życie wróciło do normy. Czyli do stanu lekkiego chaosu, zapachu fermentu i jednego wora na wszystko.

Bo kiedy przyroda nie rozumie paragrafów, a ludzie nie mają pojemników z certyfikatem ISO-EKO-9001-3a/UE, zostaje tylko jedno: rzucić to w cholerę… i zakopać za stodołą.


Tekst, mimo humorystycznej formy, porusza istotny problem: odpowiedzialności człowieka za relacje ze zwierzętami, zwłaszcza w kontekście gospodarowania odpadami. Coraz częstsze pojawianie się dzikich zwierząt w pobliżu ludzkich siedzib nie jest jedynie przypadkiem, ale efektem naszych działań: nieodpowiednie przechowywanie resztek jedzenia, brak szczelnych pojemników zabezpieczonych przed otwarciem zwierzęcą łapą, czy nierealistyczne systemy segregacji sprawiają, że las i wieś/miasto zaczynają się przenikać w sposób niekontrolowany.

Zwierzęta, kierując się instynktem, podążają za łatwo dostępnym pożywieniem, którego ludzie dostarczają bezwiednie i bezmyślnie. W tym sensie stają się ofiarami naszych zaniedbań, nieuczestnikami „ekologicznego dialogu”. To nie lisy, niedźwiedzie czy dziki ponoszą winę za swoje zachowanie, lecz człowiek, który nie potrafi lub nie chce wdrożyć rozwiązań realnych, dostosowanych do lokalnych warunków. Tymczasem odpowiedzialność za harmonię między środowiskiem a cywilizacją nie leży po stronie natury. To my musimy zacząć rozumieć, że każda wyrzucona obierka to zaproszenie dla świata, który nie zna urzędowych rozporządzeń, ale pamięta smak jabłka.


Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych zdarzeń i postaci jest przypadkowe i niezamierzone.

Leśnołaz – chodzi ścieżkami, których nikt nie rysuje na mapach. Zatrzymuje się tam, gdzie oddycha cisza. Odrobina przygody, szczypta wiedzy, poezji i światła między liśćmi. A w tym wszystkim duchowe spojrzenie na Przyrodę, która mówi do tych, co słuchają.

lesny.lesnolaz@gmail.com
https://www.facebook.com/lesnolaz