Stacja pamięci

W Falenicy wciąż stoją budynki kolejowe, które pamiętają ponad sto lat historii miejscowości i całej linii otwockiej. To właśnie wokół nich przez pokolenia toczyło się życie mieszkańców. Dziś, gdy wielka inwestycja kolejowa zmienia krajobraz tej części Warszawy, pojawia się pytanie, czy potrafimy ocalić miejsca, które budują pamięć i tożsamość lokalnej społeczności.

Falenica powstała i rozwijała się dzięki kolei. Wzdłuż torów wciąż stoją budynki, które pamiętają ponad sto trzydzieści lat historii miejscowości i całej linii otwockiej. Powstaje pytanie: czy potrafimy je ocalić – nie tylko jako zabytki architektury, ale jako nośniki pamięci o miejscu i ludziach, którzy je tworzyli?
W lutym wydarzyło się coś, co w bardzo konkretny sposób uświadomiło mi kruchość takich miejsc. Bez wcześniejszego uprzedzenia wykonawca modernizacji linii kolejowej wjechał ciężkim sprzętem na teren dzierżawionego przez nas ogrodu przy Stacji Falenica. W ciągu jednego dnia wycięto wszystkie drzewa – w tym stare morwy pamiętające jeszcze czasy przedwojenne.

Było to miejsce, które przez lata stanowiło naturalne przedłużenie życia Stacji. W cieniu tych drzew odbywały się koncerty, spotkania i letnie wydarzenia. Setki osób spędzały tam czas, rozmawiały, słuchały muzyki, spotykały się z sąsiadami. Zaczynaliśmy właśnie planować kolejny sezon ogródkowy, kiedy nagle okazało się, że przestrzeń ta przestała istnieć.

Ta sytuacja skłania do refleksji nad tym, jak rzadko w procesie wielkich inwestycji infrastrukturalnych bierze się pod uwagę koszty społeczne: utratę zieleni, wspomnień, kontaktu z przyrodą czy miejsc spotkań, które przez lata budują lokalną wspólnotę. W inwestycyjnych kalkulacjach łatwo wycenić beton i stal. Znacznie trudniej wycenić wartość miejsc ważnych dla wspólnoty.

Miejsce opowiadane przez ludzi
Kiedy przed laty przeprowadziłam się na linię otwocką z Wrocławia, miałam już doświadczenie patrzenia na miasto przez pryzmat jego historii. Od dziecka uczestniczyłam z dziadkiem w wycieczkach organizowanych przez Towarzystwo Miłośników Wrocławia. Uczyły one patrzeć na przestrzeń poprzez stare budynki, detale architektoniczne i historie ludzi z nimi związanych. Podobne poczucie odkrywania miejsca towarzyszyło mi, gdy zaczęliśmy tworzyć małe kino studyjne w przedwojennym budynku stacji w Falenicy – dzisiejszej Kinokawiarni Stacja Falenica.

Już podczas remontu zaczęły pojawiać się pierwsze opowieści mieszkańców. Pan Stanisław Kosiorek opowiedział mi o barze, który działał kiedyś w budynku i uświadomił, że nasze kino nie może się nazywać Dworzec Falenica, bo lokalnie wszyscy używają nazwy Stacja, a tym samym przyczynił się do powstania obecnej nazwy kina. Pani Magdalena Borkowska wspominała swoje wakacje na przedwojennym letnisku w Michalinie oraz uświadomiła mi historię getta falenickiego i wysiłek mieszkańców, którzy po latach ufundowali pomnik upamiętniający żydowską społeczność miejscowości, który znajduje się naprzeciwko Stacji.

Przez pierwsze lata prowadzenia Stacji niemal każda rozmowa zaczynała się od słów: „A czy pani wie…?”.

I tak poznawałam kolejne historie związane ze Stacją i Falenicą…

Zdjęcie z archiwum Ewy Jaskólskiej – Spotkanie młodzieży z Barbarą Wizimirską, wtajemniczającej młodzież w historię domów w stylu świdermajer – w ramach projektu „Róbmy Filmy” realizowanego przez Fundację Stacja Kultury razem z Kinokawiarnią Stacja Falenica, 2019 rok.

Dom dzieciństwa na stacji
Jednym z mieszkańców, którzy podzielili się swoimi wspomnieniami, jest Ryszard Morawski. W drewnianym budynku pierwszej stacji zamieszkał jako kilkuletni chłopiec, pod koniec lat czterdziestych. Jego ojciec był początkowo dyżurnym ruchu, a później zawiadowcą, co sprawiło, że dorastał z widokiem z okna na tory.– Wzdłuż ulicy rosły morwy, przed schodami pachniały bzy, a cały dom od strony peronu porastało dzikie wino. Mama hodowała bratki, które zrywaliśmy dla szkolnych sympatii – wspomina.

Dzieci bawiły się na podwórku, w ogrodzie, na peronie, a czasem nawet w pobliżu torów przy nastawni. Dyżurni ruchu nauczyli mnie nawet obsługi urządzeń i ustawiania drogi przebiegu pociągów – opowiada.

W nocy ruch osobowy zamierał i przez 4 godziny odbywały się manewry pociągu towarowego, nazywanego zbiorowym, który dodając wagony z falenickich zakładów przemysłowych ustawiał je w kolejności ułatwiającej odłączanie na stacjach docelowych.

Stacja tętniła życiem. Spotykali się tam mieszkańcy Falenicy, pracownicy, rozmawiali, a czasem słuchali muzyki z radia stawianego przez młodego Ryśka na parapecie.

– Wiecie, jak się czuje człowiek, któremu znika miejsce jego dzieciństwa? – pyta dziś.

Zdjęcie z archiwum Ryszarda Morawskiego – Ewa Morawska w ogrodzie przy Stacji Falenica, ok. 1964 rok.

Stacja, która żyła całą dobę
Podobne wspomnienia ma Teresa Ładziak, która mieszkała w murowanym, modernistycznym budynku stacji w mieszkaniu „na wieży”, od 1960 do 2015 roku.

– Zawsze coś się działo – dzień i noc. Kasy były czynne, działał kiosk Ruchu, bufet i budki telefoniczne. W nocy sprzątano perony, myto poczekalnię i tunel. Ludzie przychodzili i odchodzili – opowiada.
Jednym z najmocniejszych wspomnień z dzieciństwa jest dla niej wygląd samego budynku. – Stacja była przepiękna. Jej elewacja dosłownie mieniła się w słońcu – dawne modernistyczne tynki miały w sobie dodatek miki, dzięki czemu ściany lekko błyszczały.

W środku znajdowały się drewniane ławki i stoły, eleganckie zegary oraz malowidła przedstawiające Warszawę w dzień i w nocy. Nad centralną częścią poczekalni wisiał duży kryształowy żyrandol.
Obok stacji znajdował się ogród z alejkami i warzywnikiem. – Rosły tam truskawki, poziomki, ogórki, pomidory i marchewka. Można było usiąść na ławce i jeść prosto z grządki – wspomina.
Dzieci obserwowały z peronu przejeżdżające pociągi i gniazdujące pod lampami jaskółki.

Zdjęcie z archiwum Ryszarda Morawskiego – ogród przy Stacji Falenica, 2018 rok

Zabytkowy kompleks
W Falenicy wciąż istnieje unikatowy zespół przedwojennych budynków kolejowych:
– dworzec – dziś Kinokawiarnia Stacja Falenica,
– dawny szalet,
– stary drewniany dworzec,
– nastawnia,
– dwa ceglane budynki mieszkalne oraz
– zabytkowa rampa kolejowa, która właśnie została rozebrana i ma być przeniesiona ze względu na wielką inwestycję w rozbudowę torów.

Część z tych obiektów jest wpisana do rejestru zabytków. Większość stopniowo niszczeje.

Budynki te są nie tylko elementem krajobrazu architektonicznego. Są również ważnym źródłem poczucia lokalnej tożsamości. To właśnie dzięki nim mieszkańcy mogą odczuwać ciągłość miejsca – świadomość, że żyją w przestrzeni, która ma swoją historię i która przez ponad sto lat była świadkiem życia wielu pokoleń. Był to też pierwszy zelektryfikowany odcinek kolejowy w Polsce, o czym przypominają górujące nad Stacją piękne słupy trakcyjne z lat 30.

Właścicielem budynków jest PKP SA. Główną misją spółki nie jest jednak utrzymywanie zabytków, lecz zarządzanie nieruchomościami dla obsługi transportu kolejowego. Dlatego potrzebne jest szersze partnerstwo – z miastem Warszawa, konserwatorem zabytków oraz lokalną społecznością. Istnieją możliwości finansowania takich działań, między innymi ze środków Miejskiego Konserwatora Zabytków. Potrzebna jest jednak decyzja, że warto ten wysiłek podjąć.

Łącznik między pokoleniami
Zabytkowych miejsc nie da się ratować mając na względzie wyłącznie opłacalność. Ich wartość jest inna. To one przechowują lokalną pamięć – historie podróży, powrotów do domu, pracy kolejarzy, dziecięcych zabaw na peronie i codziennego życia mieszkańców.

Dlatego ratowanie zabytkowych budynków stacyjnych w Falenicy powinno iść w parze z przywróceniem przestrzeni, która przez lata była ich naturalnym otoczeniem – ogrodu, w którym spotykali się mieszkańcy.
Bo w gruncie rzeczy troska o takie miejsca jest troską o to, abyśmy wciąż wiedzieli, skąd jesteśmy.

Ewa Jaskólska
– właścicielka
Kinokawiarni Stacja Falenica