Kontrowersyjna inwestycja

Autor: , Osiedle: Marysin Data: .

Czy nierespektowanie zdania mieszkańców świadczy o tym, że władze Warszawy wyobcowały się od problemów i potrzeb społeczeństwa? Czy forsowanie niechcianej inwestycji samorządowej nie stoi w sprzeczności z zasadą pomocniczości samorządu i demokracją bezpośrednią?

Mieszkańcy Marysina Wawerskiego zwracają uwagę, że raz na 5 lat wybierają władze do samorządu, a potem są zmuszeni walczyć, aby te nie robiły im krzywdy.

Myląca nazwa. Centrum Edukacji Ekologicznej czy Punkt Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych?
W marcu br. ogłoszono wyniki konkursu na projekt budowy Ośrodka Edukacji Ekologicznej przy ul.Łysakowskiej w Warszawie. Miasto na inwestycję planuje wydać 32 mln.

Radni Koalicji Obywatelskiej pokazują wizualizację projektu i przekonują do inwestycji mówiąc, że na obszarze 14 tys m2, będzie park, alejki, ławki, sala konferencyjna, a na końcu działki punkt selektywnej zbiórki odpadów komunalnych. Zastanawiające, jak w otoczeniu kontenerów na odpady, hałasu i brzydkich zapachów będziemy rozmawiać, edukować się i pić kawę?

Baner mieszkańców z 2022 roku. Fot. O. Pasierbska.

Czy mieszkańcy protestują, ponieważ „zostali zmanipulowani”?
Jeszcze w 2014 roku podczas Komisji Ładu Przestrzennego w dzielnicy Wawer, burmistrz Łukasz Jeziorski poinformował, że „wokół takiej inwestycji ( jak PSZOK-red.) nie powinno być zabudowy mieszkaniowej”. W 2021 roku Komisja Ochrony Środowiska w dzielnicy Wawer jednomyślnie przegłosowała uchwałę, aby podjąć działania zmierzające do budowy PSZOK w innej lokalizacji niż ul. Łysakowska. Co się zmieniło od tego czasu?

Aktualnie radni KO przekonują, że PSZOK przy ul. Łysakowskiej to optymalna lokalizacja, ponieważ nie będzie 30 m od zabudowań jednorodzinnych, ale… 100 m.

Zdrowy rozsądek podpowiada mieszkańcom, że gromadzenie odpadów w bliskim sąsiedztwie niskiej zabudowy jednorodzinnej, w sąsiedztwie Parku Matki Mojej i przedszkola to pomysł niebezpieczny, na upartego.

– Przez kilka ostatnich lat usiłowaliśmy przekonywać zarówno radnych Dzielnicy Wawer jak i radnych m. st. Warszawy, dlaczego jest to pomysł krzywdzący mieszkańców – mówi mieszkanka ul. Gąsienicowej w Marysinie.

– Jak to możliwe, że ktoś podjął tak bzdurną decyzję, aby PSZOK znalazł się w odległości kilkudziesięciu metrów od naszych domów, gdzie mamy własne ujęcia wody. Jak to będzie, gdy do Marysina zaczną przyjeżdżać setki samochodów, naszymi wąskimi, już dziś zakorkowanymi uliczkami, a rondo przy piekarni będzie blokowane przez dodatkowe samochody osobowe i śmieciarki krążące stale na trasie. W ciągu pierwszego miesiąca działalności PSZOK MPO przy Tatarskiej i Kampinoskiej zgromadziły 54 tony odpadów komunalnych, odnotowano blisko 1200 przyjazdów mieszkańców.

W proteście mieszkańcy Marysina złożyli ponad 1400 wniosków z ponad 4 tysiącami uwag do miejscowego planu zagospodarowania Marysina, zebrali prawie 1300 podpisów pod petycją do prezydenta miasta, złożyli około 450 wniosków o ponowne wyłożenie planu, co było wyrazem stanowczej niezgody na PSZOK przy ul. Łysakowskiej. Wydaje się, że konsultacje społeczne są dla władz jedynie spełnieniem niewygodnego wymogu ustawowego i fasadą dialogu z mieszkańcami. Mieszkańcy są traktowani jako bierni odbiorcy autorytarnie podjętych decyzji.

Protest mieszkańców, grudzień 2022 roku. Fo.t O. Pasierbska

Głosami radnych Koalicji Obywatelskiej plan zagospodarowania niestety został uchwalony, co umożliwia przeznaczenie działki przy ul. Łysakowskiej pod urządzenia służące ochronie środowiska i do zbierania odpadów komunalnych.

Rada Miasta decyduje, jakie odpady może przyjąć PSZOK, mogą to być również m.in. smary, rozpuszczalniki, substancje żrące, środki ochrony roślin zawierające substancje niebezpieczne, detergenty, opony, baterie, elektrośmieci, które zdarza się, że mogą wybuchać.
Mieszkańcy obawiają się pożarów, a doświadczenia z innych PSZOK-ów pokazują, że nie jest to rzadkie.

– Nasze wąskie uliczki, ul. Łysakowska, nie są przygotowane na wzmożony ruch. Lokalizacja PSZOK to dla nas duży problem, bo oprócz dyskomfortu związanego ze wzmożonym ruchem, hałasem, zanieczyszczeniem spalinami, zapachami, likwidacją dużej ilości zieleni, to jeszcze grozi obniżeniem wartości ziemi oraz naszych domów.

– W każdym miejscu w Warszawie tego typu inwestycje są usytuowane z daleka od osiedli mieszkaniowych i raczej na terenach poprzemysłowych.

Mieszkańcy uważają, że inwestycja stoi w sprzeczności z obowiązującymi przepisami, ponieważ nie powinna powodować uciążliwości, które w tym przypadku nie trudno przewidzieć.

Zgodnie z art. 144 Kodeksu cywilnego właściciel nieruchomości – a więc także miasto– nie może podejmować działań, które zakłócają korzystanie z sąsiednich terenów ponad przeciętną miarę. PSZOK, w którym gromadzi się odpady w odległości 100 metrów od domów takie oddziaływanie jest nieuniknione.

Lasy Miejskie – Warszawa podczas konsultacji zwróciły uwagę, że PSZOK znajdzie się w niewielkiej odległości od Lasu Matki Mojej, co negatywnie wpłynie na wypoczywających w lesie. Dodatkowo w prognozie oddziaływania na środowisko brak jest skutków wpływu inwestycji na ten kompleks leśny.
Ponadto w ocenie środowiskowej, która nie została przeprowadzona, należy dokonać analizy przekroczenia norm hałasu, uciążliwości zapachów, wzmożonego ruchu pojazdów w tym ciężarówek przy braku odpowiedniej infrastruktury drogowej.

Mieszkańcy już odczuwają uciążliwości wiążące się z konsekwencjami przebudowy linii kolejowej nr 7 i związaną z tym wycinką drzew, zwiększeniem hałasu oraz drgań.

Tymczasem władze, głuche na protesty mieszkańców, przyjmują jedynie własną narrację zmierzającą do siłowego doprowadzenia do kontrowersyjnej inwestycji.

Pomimo wszystko – decyzje zawsze można zmienić wycofując się z nieakceptowanej inwestycji w tej lokalizacji. Czy miasto, nie zważając na silny opór społeczny – podejmie się realizacji inwestycji?
Czy przeczeka i zrobi to po kolejnych wyborach, żeby nie zepsuć sobie przedwyborczego marketingu?


Jak wygląda wizyta w PSZOK? Opowiada Tomasz Szmigiel – Wiceprzewodniczący Rady Osiedla Radość
W związku z niedawnym zalaniem parteru domu i koniecznym remontem, odwiedziłem w tym roku PSZOK na ul. Zawodzie już trzykrotnie.

Za każdym razem, w sobotę, utykałem w kolejce co najmniej kilkunastu samochodów blokujących ulicę, w tym przejeżdżających tamtędy autobusów. Za pierwszym razem doświadczyłem wahadłowego sterowania ruchem przez dedykowany patrol Policji.

Innym razem dochodziło do wielu dość niebezpiecznych sytuacji podczas wymijania blokującej ruch kolejki przez samochody, autobusy i ciężarówki. Po 40 min. oczekiwania, podczas których obsłużono około 8-10 samochodów wybiła godz. 17.00 i bez słowa uprzedzenia zamknięto bramę, pozostawiając dość długą kolejkę nieobsłużonych osób.

Pojechałem ponownie w poniedziałek o 7.00 rano i wjechałem już bez kolejki. Obsługa trwa bardzo długo – każdy rodzaj odpadów jest ważony. Dodam jeszcze, że poza ruchem samochodowym i zablokowaniem ulicy dochodzi hałas wyrzucanych odpadów. Jeśli miałem do przerzucenia z samochodu do wysokiego kontenera prawie 200 kg skutej z podłóg terakoty, to nie układałem jej tam delikatnie, tylko dynamicznie wrzucałem.