Zakaźne kłaczki dla pięknej kaczki

Ptasia ostoja przy Cyraneczce
Kto by się spodziewał tylu ptaków na naszym skromnym Kanale Wawerskim? Zimuje ich około dwustu, co najmniej cztery gatunki w tym – nomen omen – kaczki cyraneczki. Dzieje się to bowiem przy wylocie oczyszczalni „Cyraneczka”. Kiedy potężne mrozy skuły lodem wszystkie jeziora i rzeki, w tym Wisłę, uchodzące tu ścieki oczyszczone o temperaturze zbliżonej do wód podziemnych (10–11°C), rozmroziły Kanał na odcinku liczącym co najmniej pół kilometra. W ten sposób przy każdych większych mrozach powstaje tu ptasia ostoja.

Kaczka cyraneczka – samczyk. Fot. D.Wrońska

Najładniejsi goście
Najwięcej jest kaczek krzyżówek – to nic dziwnego, bo w świetle wcześniejszych zimowych obserwacji liczba dwustu sztuk to żaden rekord. Samczyka mandarynki na zimowych ptakoliczeniach widziano tu już wcześniej. Nie wiadomo, czy to cały czas ten sam kaczorek – mam nadzieję, że tak – ale w tym roku przybył z żoną. Wyglądają na bardzo zgraną parę. Pani mandarynkowa stale trzyma się tuż za małżonkiem. Śpi, kiedy on śpi i naśladuje każdy jego gest. Pamiętacie kaczki Kacperka i Melanię z lektury szkolnej „Puc, Bursztyn i goście”? Dokładnie tak się zachowują i ode mnie dostały te imiona. Czapla siwa poderwała się tak szybko, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia, a ostatni ptak na mniej ostrym zdjęciu to płochliwa cyraneczka – gość miły i rzadki.

Przysypiająca para mandarynek. Fot. D. Wrońska

Cieszyć się czy martwić?
Nie pierwszy raz obecność oczyszczalni budzi radość. Tę ptasią cieplarnię pochwalił Przemysław Stolarz – najbardziej zasłużony w okolicy ornitolog. Wcześniej Ryszard van den Bercken,
autor pracy licencjackiej dotyczącej Kanału, zauważył, że bez tej wody, którą wprowadza oczyszczalnia Kanał stałby się okresowo wysychającą strużką. Jest w tym wiele racji, ponieważ dobrze działające urządzenia do oczyszczania ścieków rzeczywiście je oczyszczają i pomagają środowisku. W prawidłowych warunkach niezamarzający wypływ z oczyszczalni przypominałby wywierzysko czyli ujście podziemnej rzeki.

Jednak – jeżeli czytaliście poprzednie numery Gazety, w tym artykuł „Ucieczka osadu czynnego” – to już wiecie, że akurat ta oczyszczalnia do najlepiej działających nie należy. Często przekracza normy przewidziane w pozwoleniu wodnoprawnym oraz narusza to pozwolenie w inny sposób: dopuszczając do wydostawania się do Kanału kłaczków osadu czynnego. Osad czynny to zawiesina bakterii, pierwotniaków i innych drobnych żyjątek. Jest narzędziem do usuwania zanieczyszczeń ze ścieków. W prawidłowych warunkach osad oddziela się od oczyszczonej wody. Niestety w „Cyraneczce” część osadu, zamiast opadać, wypływa na powierzchnię i wydostaje się na zewnątrz.

Oczyszczalnia „Cyraneczka” – kaczki jedzą zawiesinę ze ścieków, luty 2026 r.; . fot. D.Wrońska

Niebezpieczne menu
Jak widać, odpływ z oczyszczalni staje się wtedy atrakcyjnym żerowiskiem, ale tylko dla typowo miejskiej kaczki krzyżówki – pozostałe gatunki tego nie próbują. To widzicie na zdjęciu: jeden kaczorek dosłownie siedział z głową w rurze wylotowej, łykając kąski raz za razem, a pozostałe krzyżówki ustawiały się za nim w kolejce. Przypomnę, jeżeli nie czytaliście poprzedniego numeru Gazety, że w tym osadzie Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska wykrył chorobotwórcze bakterie z rodzaju Salmonella i jaja pasożytów jelitowych (178 żywych jaj na kg osadu). Dla osadu to całkiem zwyczajne, że tego zakaźnego ładunku ma dziesiątki razy więcej niż normalna gleba, ale właśnie dlatego kategorycznie nie może się on wydostawać ani tym bardziej być zjadany.

Troska nie tylko o kaczki.
Co będzie, kiedy te kaczki wrócą na osiedla, w okolice szkół, przedszkoli i placów zabaw? Zaniepokojenie o sanitarne zagrożenie dla mieszkańców wyraziła w formie interpelacji do władz Wesołej radna Hanna Bąbik. Jeśli chodzi o zdrowie kaczek krzyżówek, to są one podatne na salmonellozę, choć częściej ją przenoszą, niż same chorują. Pozostaje jeszcze użalić się nad losem drapieżników, które zjedzą taki drób nafaszerowany formami przetrwalnymi pasożytów, gromadzącymi się w formie cyst w mięśniach i wątrobie. Wśród tych drapieżników znajdą się też ludzie – myśliwi i inni amatorzy dziczyzny – bo krzyżówki to gatunek łowny. Myśliwi – długo te kaczki gotujcie i myjcie ręce! Albo nie strzelajcie do kaczek w ogóle – to nawet prostsze.


Dorota Wrońska
mgr Hydrobiologii UW, obserwatorka Kanału Wawerskiego od 27 lat