„Wawer pomścimy”. O zbrodni wawerskiej.

w ten poświąteczny czas
szli rozstrzelani z Wawra
Boże, narodzin Twoich noc
a przyszła ich śmierć nagła
(Aldona Kraus, Męczennikom z Wawra)

„Żadnemu Polakowi nie wolno tracić z oczu tej krwi niewinnej”1 – napisano w pierwszą rocznicę zbrodni wawerskiej w konspiracyjnym tygodniku „Biuletyn Informacyjny”, wydawanym w latach 1939–1944 w Warszawie i w latach 1944–1945 w Krakowie. Pismo to od 1940 r. stanowiło organ prasowy VI Oddziału Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej i było najważniejszym periodykiem podziemnym na terenie okupowanej Polski2. Jego twórcą i długoletnim redaktorem naczelnym był autor Kamieni na szaniec, Aleksander Kamiński.

Zbrodnia wawerska, która miała miejsce w nocy z 26 na 27 grudnia 1939 r. w podwarszawskim wówczas Aninie, wstrząsnęła świadomością Polaków już na początku okupacji. Jak podkreśla Jan Czerniawski, ukazała ona nieznane dotąd oblicze okupantów3. Cenne informacje na ten temat znajdujemy także w innym źródle. Na pierwszych stronach swojego Dziennika okupacyjnego o tragicznych wydarzeniach grudniowej nocy wspomina pisarz Stanisław Rembek, którego zapiski ukazują, jak w codzienność okupacyjną nieustannie wnikały wiadomości wojenne, a trudowi przeżycia kolejnych dni towarzyszyły przekazywane sobie informacje, budzące obawę o życie własne i bliskich:

  • „20 lutego 1940, wtorek: Waśniewski […] opowiadał o rozmowie z pewnym szoferem z Anina, który miał być rozstrzelany podczas słynnej rzezi, ale ponieważ mówi po niemiecku, więc go ułaskawiono. Musiał tylko kopać groby”4.
  • „19 marca 1940, wtorek: Nasłuchiwałem, czy nie rozlegnie się wystrzał, bo w takim wypadku mógłbym paść ofiarą jakiej masakry w rodzaju wawerskiej i anińskiej”5.
  • „31 marca 1940, niedziela: W Aninie jakoby zabito jednego Niemca, a drugiego ciężko raniono. W związku z tym aresztowano 300 osób. 50 zwolniono, a reszty los niewiadomy. Być może spotkało ich to samo, co tych 126 rozstrzelanych w noc sylwestrową”6.

W popołudnie poprzedzające masową egzekucję ludności cywilnej doszło do zabójstwa w karczmie Antoniego Bartoszka przy ul. Widocznej 22 (obecnie nr 85). Właściciel zgłosił na posterunek policji granatowej w Wawrze obecność dwóch znanych przestępców, Mariana Prasuły i Stanisława Dąbka, wielokrotnie karanych, skazanych na wieloletnie pozbawienie wolności, ale zbiegłych z więzienia. Byli oni znani przedwojennej polskiej policji. Po przybyciu dwóch niemieckich żołnierzy działających w asyście polskiego granatowego policjanta, zamierzających zatrzymać podejrzanych, przestępcy jednego z nich zastrzelili, drugiego zaś ciężko ranili (zmarł w drodze do szpitala).

Mimo że zbrodnia w karczmie została popełniona wyłącznie z powodów kryminalnych i nie miała związku z miejscową ludnością, a lokalna policja i wójt Anina Stanisław Krupka wskazali przestępców i usiłowali pomóc w ich ujęciu, Niemcy przeprowadzili wśród mieszkańców Starego Anina i Wawra akcję odwetową. Późnym wieczorem aresztowali ok. 200 mężczyzn z okolicznych domów, z których 107 zostało straconych na podstawie wyroku policyjnego sądu doraźnego. Zginęli wówczas ludzie w różnym wieku – najmłodszy spośród rozstrzelanych, Andrzej Białowiejski, nie miał jeszcze 17 lat. Tuż przed śmiercią krzyknął: „Niech żyje Polska!”. Ciała zamordowanych zostały złożone w rowach wykopanych na miejscu zbrodni. Antoniego Bartoszka powieszono na drzwiach jego karczmy.

Działaniami sądu kierowali dowódcy 21 pułku policji porządkowej: podpułkownik Max Daume i major Fryderyk Wilhelm Wenzel7. Brutalnie traktowanych Polaków pobieżnie przesłuchiwano i decydowano, czy aresztowanego zatrzymać, czy zwolnić. Jak podają źródła, ostatecznie do egzekucji wytypowano ok. 110 osób, kolejne 10 odprowadzono na miejsce straceń, aby zakopali ciała rozstrzelanych8. Spis ofiar został sporządzony na podstawie protokołu ekshumacji na miejscu egzekucji, przygotowanego przez zastępcę sekretarza Urzędu Gminy Wawer Ludomira Chodzickiego 27 grudnia 1940 r., ponieważ wykaz spisany przez mjr. Wentzla zaginął. Spośród skazańców jeden przeżył, nie odnosząc ran, trzech zostało rannych, w tym dwóch ciężko, jeden zbiegł w drodze na egzekucję. Według źródeł nie ma pewności co do tego, czy udało się przeżyć jeszcze komuś ze skazanych9. Należy dodać, że Daume został zatrzymany w Niemczech w 1945 r. przez wojska brytyjskie i przekazany do Polski. W 1947 r. został osądzony i skazany. Wentzel został ujęty na terenie ZSRR i przekazany do Polski na przełomie lat 1949 i 1950. W 1951 r. został osądzony i skazany. Obaj dowódcy ponieśli karę śmierci przez powieszenie.

Warto przywołać postać jednego ze skazańców, Daniela Geringa, zamieszkałego w Aninie urzędnika Banku Gospodarstwa Krajowego. Po aresztowaniu stwierdzono, że nosi on niemal takie samo nazwisko jak marszałek III Rzeszy Hermann Goering; z dokumentów wynikało ponadto, iż Daniel Gering jest ewangelikiem. Zaproponowano mu, że zostanie zwolniony, jeśli potwierdzi przynależność do narodu niemieckiego lub przynajmniej niemieckie pochodzenie. Propozycję tę Niemcy ponawiali kilkakrotnie, ostatni raz tuż przed rozstrzelaniem Geringa, który jednak za każdym razem odpowiadał: „Jestem Polakiem”10.

Budząca przerażenie, lecz także gniew, wolę walki i oporu wiadomość o zbrodni wawerskiej w ciągu kilku dni dotarła do Polaków w całym kraju, 30 grudnia 1939 r. podało ją londyńskie radio11. Na początku 1940 r. Aleksander Kamiński utworzył Organizację Małego Sabotażu „Wawer”. W działaniach wspierali go członkowie Zrzeszenia Kręgów Starszoharcerskich „Kuźnica”. Kamiński stanął na czele organizacji, przyjmując pseudonim „Dąbrowski”. Wstępując do organizacji, składano przyrzeczenie wawerskie wzorowane na harcerskim. „Wawer”, podporządkowany Komendzie Głównej Związku Walki Zbrojnej (przekształconego potem w Armię Krajową), w 1941 r. połączył się z organizacją Palmiry pod nazwą „Wawer-Palmiry”. Połączone struktury liczyły około 500 osób, a blisko połowę z nich stanowili członkowie Szarych Szeregów. Celem działalności było zwalczanie propagandy niemieckiej i prowadzenie antypropagandy za pomocą metod małego sabotażu. Działając na terenie Warszawy, „Wawerczycy” umieszczali w widocznych miejscach antyniemieckie napisy, zrywali niemieckie plakaty i flagi, a także wpuszczali gaz do sal kinowych, w których wyświetlano niemieckie kroniki i filmy propagandowe. Upowszechniali również polskie symbole narodowe. Szczególnego znaczenia nabrała kotwica – znak Polski Walczącej, który malowano na murach stolicy12. Na murach okupowanej Warszawy umieszczano także napis „Wawer pomścimy”13, dzięki czemu pamięć o zbrodni wawerskiej stała się powszechna.

Na miejscu straceń, przy obecnej ulicy 27 grudnia (dawniej Spiżowej), do czerwca 1940 r. znajdował się pierwszy cmentarz ofiar zbrodni wawerskiej. Usypano tam mogiły ziemne i postawiono drewniane krzyże. Wiele osób składało tu kwiaty, a wizyty na cmentarzu miały charakter manifestacji patriotycznych – na mogiłach umieszczano biało-czerwone chorągiewki. Władze niemieckie zezwalały na odwiedzanie cmentarza pojedynczo lub w kilkuosobowych grupach, a nadzór nad przestrzeganiem tych nakazów zleciły polskiej policji. Wypełniała ona jednak to zadanie bez skrupulatności i z rzadka. W czerwcu 1940 r. w wyniku starań rodzin zamordowanych zezwolono na przeprowadzenie ekshumacji. Część ofiar została pochowana w grobach rodzinnych, natomiast najwięcej z nich, około 40 osób, ma swoje groby na Cmentarzu Ofiar Wojny przy obecnej ulicy Kościuszkowców (dawniej Dębowa). Przy ulicy 27 grudnia znajduje się teraz symboliczny cmentarz-pomnik rozstrzelanych w Wawrze. Znajdują się tu dwa posągi: Polonii i Bojownika z faszyzmem, między nimi zaś umieszczony został sarkofag z napisem: „Poległym Niezwyciężonym”. Za posągami i sarkofagiem ustawiono krzyże i macewy, których liczba odpowiada liczbie pomordowanych. Projekt cmentarza został opracowany w 1949 r. przez architekt Ewę Śliwińską.

W 50. rocznicę zbrodni wawerskiej prymas Józef Glemp odsłonił tablicę wmurowaną w zewnętrzną ścianę kościoła w Aninie przy ul. Rzeźbiarskiej. Umieszczony na niej napis brzmi: „Ofiarom Wawra 27 grudnia 1939 roku w pięćdziesiątą rocznicę. Parafia Anin-Wawer”.

Cmentarz Ofiar Wojny, ul. Kościuszkowców. Fot. W. Girys-Czagowiec

W każdą rocznicę grudniowej egzekucji mają miejsce upamiętniające ją uroczystości, w których uczestniczą rodziny ofiar, kombatanci, mieszkańcy, harcerze, reprezentacje Policji i Straży Miejskiej, przedstawiciele szkół, władz Warszawy oraz władz lokalnych. Również na Cmentarzu Ofiar Wojny składane są wieńce i zapalane znicze. W anińskim kościele odbywają się msze święte, są organizowane koncerty. Późnym wieczorem mieszkańcy oraz księża z parafii w Aninie zbierają się w pobliżu miejsca, gdzie dokonano sądu na aresztowanych, po czym następuje przejście na cmentarz przy ul. 27 grudnia.

Ponadto corocznie w październiku odbywa się rajd Anin-Wawer dla uczczenia bohaterów II wojny światowej oraz rocznic ofiar zbrodni wawerskiej, przejścia ZHP do konspiracji i powstania warszawskiego. Organizatorami są dyrekcja i nauczyciele XXVI Liceum Ogólnokształcącego oraz komendant hufca Wawer – przewodnik Marcin Świderski, a uczestniczą w nim uczniowie szkół dzielnicy Wawer oraz harcerze, w tym córka piszącej te słowa. Odbywa się wówczas uroczysty apel na Cmentarzu Ofiar Wojny oraz na cmentarzu przy ul. 27 grudnia. W celu upamiętnienia tragedii w Wawrze organizowano także wystawy, wieczornice, sympozja naukowe, spotkania ze świadkami tamtych zdarzeń, konkursy plastyczne i literackie.

Tematyka zbrodni wawerskiej znalazła swoje odzwierciedlenie również w twórczości artystów. Jednym z nich jest malarz Wacław Piotrowski, który poznał wydarzenia grudniowe z opowieści rodzinnych. W latach 1948–1953 namalował wielki obraz Tragedia wawerska, który ofiarował Szkole Podstawowej nr 86 przy ulicy Korynckiej, położonej niedaleko miejsca kaźni14. Trafił on następnie do zbiorów Muzeum Niepodległości w Warszawie. Do tragedii z 1939 r. nawiązała także anińska poetka Aldona Kraus w wierszu Męczennikom z Wawra, którego fragment stanowi motto niniejszego tekstu.

Warto tu przywołać relacje świadków owych tragicznych wydarzeń, oddających grozę i dramat grudniowej świątecznej nocy dobitniej niż opracowania historyczne. Tak zapamiętała ten czas Jadwiga Kawecka:
„Przyszły święta Bożego Narodzenia. Pierwsze święta młodziutkiej, trzyosobowej rodziny. Zima, ze względu na maleńkie dziecko nie zdecydowaliśmy się na wyjazd do jednych czy drugich rodziców. Do nas przyjechał 17-letni Janusz, brat męża. W drugi dzień świąt nocą wtargnęli Niemcy. Było ich czterech lub pięciu, z karabinami i bagnetami. Mężowi i jego bratu kazali się bardzo szybko ubierać, wołając Schnell, schnell. Zapytałam, dokąd ich prowadzą, odpowiedzieli, że do odgarniania śniegu. W czasie drogi jeden z Niemców zapytał brata męża, ile ma lat, na co Janusz odpowiedział, że czternaście. Mimo siedemnastu lat był drobnej budowy. Wówczas kazano mu wrócić do domu. […] Nocą nie spaliśmy, słysząc strzały. Rano przyszedł dozorca obiektu sejmikowego, mówiąc że w Wawrze rozstrzelano Polaków. […] Janusz wraz z innymi osobami poszli na miejsce straceń. […] Odnalazł brata. Na twarzy były ślady krwi. Wziął kapelusz, do którego przywarty był kawałek kości i przyniósł do domu. Szlochając, wołał: «to mnie powinni byli rozstrzelać, on ma żonę i dziecko». Byłam jak skamieniała. Nasze szczęście małżeńskie trwało rok bez 11-tu dni”15.

Zofia Kowalska oraz Kazimierz i Lucyna Gawryszewscy wspominali owe tragiczne wydarzenia następująco:
„Ustawionych dziesiątkami przeprowadzono tunelem na drugą stronę torów, na miejsce przyszłej zbrodni. Kazimierz stał jako ostatni w swojej dziesiątce, Stanisław jako pierwszy w swojej. Jednym słowem byli obok siebie. Przynajmniej przez chwilę. Rozpoczęła się egzekucja. Gdy padły pierwsze strzały, Stanisław zdążył tylko krzyknąć: «Matko Boska, ratuj mnie!». Na tym na pewien czas skończyła się jego świadomość. Gdy ją odzyskał, stwierdził, że leży w stosie ciał. Nic nie czuł. Słyszał pojedyncze strzały, którymi Niemcy dobijali tych, którzy nie zginęli na miejscu, a poruszali się lub jęczeli. W pewnym momencie Stanisław miał wrażenie, że obok stanął Niemiec. Zamarł z przerażenia, okazało się, że skutecznie. Pojedyncze strzały umilkły, ucichły głosy, Niemcy odjechali. Wtedy wydostał się spod tych, którzy go przygnietli, padając. Zauważył, że nie był jedynym, który przeżył. Rzucił się, podobnie jak inni, bez słowa do ucieczki. Dotarł do biegnącego w pobliżu kanału, który dawał jakąś tam osłonę. Trząsł się z zimna, ale czołgał się, aby być jak najdalej od miejsca kaźni”16.

Ocalały z egzekucji Zygmunt Jankowski tak po latach relacjonował zdarzenia grudniowej nocy:
„Po godzinie uformowano nas w dwójki i pod karabinami przeprowadzono z Wawra tunelem na ulicę II Poprzeczną. Było 20 stopni mrozu, wszyscy trzęśliśmy się z zimna. Bici i popychani dotarliśmy do miejscowej komendantury. Tu z grupy stojących pod parkanem mężczyzn wzywano kolejno na przesłuchanie do budynku.

Przyszła na mnie kolej. Już przy drzwiach jeden z żołdaków złapał mnie za włosy i kopiąc, przytargał do stołu, gdzie siedzieli oficerowie, jeden w spodniach z czerwonymi lampasami. To ten zadawał pytania, a siedzący obok cywil zapisywał personalia. Na odpowiedź, że pracowałem przed wojną u Mechaników w Pruszkowie, oficer z lampasami skinął głową i stojący obok żołnierz wymierzył mi kilka ciosów pejczem.

Wyprowadzili mnie na korytarz. Stał tu szpaler żołnierzy, z których każdy wymierzał przebiegającemu mężczyźnie ciosy i kopniaki. Gdy obity wydostał się na zewnątrz, ustawiono go pod ścianą z podniesionym w górę rękami. […] Była godzina 5 nad ranem. Odłączano z grupy 20 ludzi i dwójkami odprowadzano. Po pewnym czasie uformowano drugą dwudziestkę. Znalazłem się w niej i ja. Pod karabinami przeprowadzono nas tunelem na ulicę Widoczną. Zatrzymano nas przed budynkiem, gdzie mieściła się kawiarnia Bartoszka. W progu zwisało ciało zabitego człowieka. Później dowiedziałem się, że został on powieszony przez rozwścieczonych Niemców. […]

Przeprowadzono nas dalej. Skręciliśmy w lewo. Stała tam kompania wojska, a kilkadziesiąt metrów dalej czerniły się sylwetki rozstrzelanych przed chwilą mężczyzn. Teraz podobny los miał spotkać nas.

Instynktownie zbiliśmy się w gromadkę. Ale Niemcy rozbili nas ciosami i poustawiali pod płotem. W odległości czterech metrów za nim stanął pluton egzekucyjny. Padła komenda: klęknąć! Obejrzałem się, by zobaczyć, kto będzie do mnie strzelał. Z naszej grupy padły okrzyki: Śmierć Hitlerowi! Niech żyje Polska!

Oświetlono nas reflektorami samochodu i zagrzmiała salwa. Padając w śnieg, czułem głuche uderzenia ciał padających moich towarzyszy. Poczułem ból w głowie, zacząłem zastanawiać się, co się ze mną dzieje? W tym momencie poczułem szarpnięcie w ramię i usłyszałem strzał. To był nowy pocisk. Zrozumiałem, że żyję”17.

Wśród społeczności Wawra pamięć o niemieckiej zbrodni jest wciąż żywa, a dzięki podejmowanym corocznie działaniom kolejne pokolenia angażują się w wydarzenia związane z jej upamiętnieniem.

Weronika Girys-Czagowiec
mieszkanka Anina,
interesuje się lokalną historią
i literaturą historyczną,
pracuje jako redaktorka tekstów

Przypisy:

  1. „Biuletyn Informacyjny”, 23 grudnia 1941, s. 3.
  2. Zob. „Biuletyn Informacyjny” w latach okupacji, https://biuletyn-ak.pl/biuletyn-informacyjny-w-latach-okupacji/ [dostęp: 20.03.2025].
  3. J.Czerniawski, Wawer. Korzenie i współczesność,Warszawa 2008, s. 100.\S. Rembek, Dziennik okupacyjny, Warszawa 2000, s. 17
  4. S. Rembek, Dziennik okupacyjny, Warszawa 2000, s. 17.
  5. Ibidem, s. 32.
  6. Ibidem, s. 40.
  7. J. Tyszkiewicz, Egzekucja ludności cywilnej w Wawrze 27 grudnia 1939, Warszawa 2010, s. 37.
  8. Ibidem, s. 23; A. Ciećwierz, I. Derlatka, D.M. Kozielska, K. Oktabiński, 150 lat Gminy Wawer. Vademecum krajoznawcze Wawra i okolic, Warszawa 2015, s. 62.
  9. J. Tyszkiewicz, Egzekucja ludności cywilnej w Wawrze…., s. 40.
  10. J. Czerniawski, Wawer. Korzenie i współczesność…, s. 101.
  11. J. Tyszkiewicz, Egzekucja ludności cywilnej w Wawrze…, s. 73.
  12. Tadeusz Zawadzki „Zośka” namalował największą liczbę kotwic, za co otrzymał od Aleksandra Kamińskiego honorowy pseudonim „Kotwicki”. J. Czerniawski, Wawer. Korzenie i współczesność…, s. 103.
  13. J. Tyszkiewicz, Egzekucja ludności cywilnej w Wawrze…, s. 73.
  14. M.M. Tryjarska, Wacław Piotrowski – artysta z ulicy Uroczej, „Między Nami Aninianinami”, listopad 2010, s. 6.
  15. Relacja Jadwigi Kaweckiej [w:] J. Tyszkiewicz, Egzekucja ludności cywilnej w Wawrze…, s. 133–134.
  16. Relacja Zofii Kowalskiej oraz Kazimierza i Lucyny Gawryszewskich, ibidem, s. 144.
  17. Relacja Zygmunta Jankowskiego, ibidem, s. 154–155.