Komu pozwolimy dopisać naszą historię?
25 sierpnia 1944r. SS-owcy spędzili wszystkich mężczyzn z osiedla Las i bliskich okolic na plac szkolny zatrzymując nas przez całą noc. 26 sierpnia doprowadzili nas pod cerkiew (róg ul. Świerczewskiego i Targowej). Stamtąd pod silną obstawą poprowadzili nas do Pruszkowa.
Była to grupa około 2 tysięcy osób. W Pruszkowie Czerwony Krzyż wydał nam po ćwiartce chleba i kawę. Na drugi dzień 27 sierpnia grupę, gdzie się znajdowałem Niemcy załadowali nas do wagonów towarowych na ścisło. Pierwszy postój był w Halle, gdzie dostaliśmy kawę i po kromce chleba. Trafiliśmy do obozu przejściowego w Soest. W Soest byliśmy jeden dzień. Byłem w grupie, którą przydzielono do pracy w mieście Hagen w Bestfalii nad Renem. Pracowałem w zajezdni parowozów.
W pierwszej dekadzie kwietnia 1945r. wyswobodziła nas Armia USA. Po wyswobodzeniu byłem w batalionie „Maćka” pod dowództwem podpułkownika Szuberta.
Kilkudziesięciu z nas stanęło do raportu podpułkownika Szuberta o danie nam przepustek w celu umożliwienia powrotu do Polski (koniec czerwca 1945r.). On oświadczył, że żadnych przepustek nie wyda, kto chce może się na własną rękę udawać do Polski.
Kilkudziesięciu z nas wsiadło w pociąg i dojechaliśmy do Magdeburga. Tam już były władze angielskie, gdzie zkoszarowano nas. Po 2 tygodniach kiedy przyszła wiadomość, że mamy być wywiezieni na tereny francuskie, większość z nas postanowiła pod osłoną nocy przedostać się przez Elbę łodziami na tereny zajęte przez Związek Radziecki, co się udało.
Do domu powróciłem 26 lipca 1945 roku.
Franciszek Gąsiorowski
(źródło: materiały udostępnione Janowi Gąsiorowskiemu przez córkę ocalałego)
Oświadczenie Franciszka Gąsiorowskiego (ur. w Warszawie w 1909r.) zamieszkałego w osiedlu Las daje świadectwo, jak funkcjonowała niemiecka machina zagłady na ludności polskiej podczas II wojny światowej.
Niestety nie wszystkich wywiezionych mieszkańców szczęśliwy los przeprowadził przez wojenne barbarzyństwo. 78 mężczyzn i kobiet wywiezionych wtedy 25 sierpnia 1944 r. z placu przed szkołą w osiedlu Las nigdy nie powróciło do domu. Niemiecka okupacja podczas II wojny światowej gwarantowała terror, łapanki, wywózki na przymusowe roboty, do obozów koncentracyjnych w Mathausen, Stutthof, Buchenwald, Auschwitz, Natzweiler, Neuengamme, Stanitatslager, Ebensee, Wolfenbuttel, Politz – gdzie bez litości i współczucia czekała śmierć z głodu, tortur, morderczej pracy. Nie było bezpiecznego schronienia przed niemieckim planem likwidacji ludności słowiańskiej (Generalny Plan Wschodni). Po wojnie Polski Czerwony Krzyż przeprowadził szczegółowe poszukiwania, aby ustalić, w którym obozie zamordowano mieszkańców osiedla Las, jak również Zastowa, Zerznia (i in. osiedli) wywiezionych do niemieckich obozów koncentracyjnych w latach 1938-1945.
Dla ofiar, które przeżyły wojenne okrucieństwa równie bolesne jest, (a może nawet bardziej) kiedy zasuwa się zasłonę milczenia, próbuje zmieniać przekaz, usiłuje zniekształcić wagę przeżyć, relatywizować cierpienie. Może to się nie wydarzyło, może nie było tak dotkliwe, może to był ktoś inny… Pamięć ludzka jest ulotna, zawodna, łatwowierna.
Pomimo trudnych lat powojennych, zniszczeń i biedy, Ci, którzy przetrwali zagładę i terror, znaleźli jeszcze siły, aby na zgliszczach uczcić pamięć pomordowanych i poległych mieszkańców osiedla Las. Koło Młodzieży Wiejskiej Wici już 11 sierpnia 1946r. postawiło drewniany krzyż na placu szkolnym (róg ul.Kadetów i ul.Sęczkowej) – w miejscu skąd Niemcy wywieźli mieszkańców.
Podczas budowy nowej szkoły „tysiąclatki” w 1967-68 r., krzyż mógł ulec zniszczeniu. Aktywny i nieustępliwy społecznik Jan Gąsiorowski wraz z mieszkańcami wnioskował do władz administracyjnych dzielnicy Praga Południe i Komitetu Ochrony Pomnika, aby uzyskać zgodę na przeniesienie krzyża na drugą stronę budynku starej szkoły. Obok ułożono płytę z piaskowca. Całość została ogrodzona i ukwiecona.
Jak czytamy w protokole spisanym przez przewodniczącego Jana Gąsiorowskiego dnia 17 października 1986r. mieszkańcy powołali Społeczny Komitet Osiedlowy, aby w czynie społecznym doprowadzić do odbudowy pomnika.

W latach 1988-90 odnowiono płytę z piaskowca i opatrzono napisami, stanął też nowy krzyż – tym razem metalowy, postawiono nowe ogrodzenie. Pracami wykonywanymi w czynie społecznym pokierował Jan Gąsiorowski. Znany społecznik wspólnie z Wojciechem Gościmińskim i Zenonem Gomłą oraz młodzieżą i mieszkańcami doprowadził do utrwalenia i poświęcenia Pomnika Pamięci Narodowej przez proboszcza parafii z Zerznia Józefa Zagziła.
Ponownie w 2015 r. Jan Gąsiorowski zebrał grupę 30 mieszkańców, aby opracować projekt modernizacji Pomnika Pamięci Narodowej w os. Las przy ul. Sęczkowej 60 . Projekt tym razem został sfinansowany z budżetu partycypacyjnego m.st. Warszawy.
Od 1 września do 15 października 2016r. wykonano prace modernizacyjne, które objęły wykonanie nowej płyty granitowej z wypisanymi nazwiskami 78 mieszkańców, którzy zostali zamordowani w niemieckich obozach. 27 sierpnia 2017 r. odbyła się uroczystość poświęcenia Pomnika z udziałem władz Dzielnicy Wawer oraz mieszkańców.
24 sierpnia 2025 r. obchodziliśmy 81 rocznicę pamięci zamordowanych mieszkańców. Obchody zostały zorganizowane przy współpracy z Radą Osiedla Las, której Jan Gąsiorowski powierzył inicjatywę utrwalania pamięci narodowej i troski o pomnik.

Naszym obowiązkiem jest zachować świadomość i pamięć o historii własnych rodów. Pamięć, choć osobista, ma też wymiar społeczny i kulturowy. Tożsamość jest kształtowana i potwierdzana społecznie, a wspomnienia często czerpiemy z przekazów rodzinnych i kulturowych. Według Erika Eriksona (psychologa społecznego) utrata poczucia identyczności i ciągłości historycznej może doprowadzić do kryzysu tożsamości, a nawet spowodować nieumiejętność kierowania sobą przez jednostkę.
Historia nie będzie nauczycielką życia, jeśli pozwolimy, aby pole bitwy zamieniło się w pole zapomnianych ofiar. Zwiedzeni przez nowoczesną beztroskę zbyt łatwo zapominamy. Szacunek dla ofiar nakazuje przypominać, jak było autentycznie, bez zniekształceń i poprawności politycznej. Gdy zawodzi pamięć, rodzą się na nowo systemy totalitarne. Wyobrażamy sobie, że to już było i nigdy nas ponownie nie dotknie. Świadome przypominanie buduje naszą tożsamość i przybliża powoli do tej historii, która wydaje się już nas nie dotyczy. Czy to wystarczy, żeby zrozumieć, że zło nigdy nie śpi? To kolejna walka o świadomość, o prawdę i godność ofiar, które nie mają głosu.
Parafrazując nieżyjącego już Roberta Fiska, znanego pisarza, dziennikarza brytyjskiego i korespondenta wojennego, nagrodzonego licznymi nagrodami, (min. Nagrodą Orwella – brytyjską nagrodą za wybitne osiągnięcia polityczne przyznawaną przez University College London), który był pacyfistą i nigdy nie brał udziału w wyborach, a The New York Times nazwał go „najsłynniejszym korespondentem zagranicznym w Wielkiej Brytanii”- „naszym zadaniem jest utrwalić emocjonalny zapis wydarzeń, żeby nikt nie mówił, że to się nie wydarzyło, że skoro milczeliśmy, to znaczyło, że się zgadzaliśmy”.


0 komentarzy