O dzikach raz jeszcze

Mój ostatnio opublikowany artykuł o dzikach na łamach GW, wzbudził spore zainteresowanie. Otrzymałem wiele wiadomości zarówno od obrońców dzików, jak i osób postrzegających je negatywnie. Za wszystkie głosy w dyskusji bardzo dziękuję. Czuję się również zobligowany do wyjaśnienia jeszcze kilku aspektów interakcji ludzi z dzikami.

Czy dziki atakują ludzi?
W przestrzeni medialnej mnożą się fake newsy dotyczące ataków dzików na ludzi. Oczywiście aby zakwalifikować dane zdarzenie jako atak na człowieka należy je najpierw zdefiniować. Atakiem nie jest obrona dzika przed naszym psem, nawet jeśli pies ucieka w naszą stronę a dzik go goni. On się po prostu broni przed agresją naszego psa. Niestety, większość psów, które spotykam nie jest prowadzona na smyczy, a właściciel nie ma nad psem żadnej kontroli. Doskonale wiedzą o tym biegacze i rowerzyści będący często obiektem ataków psów, które nie gryzą, „chcą się tylko bawić” itp. Oczywiście jeśli dzik jest wielokrotnie atakowany przez psy, może również agresywnie zareagować nawet, gdy pies nie wykazuje nim zainteresowania. Atakiem nie są również zdarzenia przypadkowe, nieintencjonalne, kiedy dzik przez przypadek trafi na człowieka, otrze się o jego nogę, przebiegnie tuż obok itp. Jeśli dzik kręci ogonem, fuka to również nas nie atakuje tylko manifestuje swój niepokój, po prostu się boi. Obrona przed człowiekiem, gdy ten chce go złapać za ucho, kopnąć, uderzyć łopatą do śniegu, rzucić w niego petardą itp. również nie może być zakwalifikowana jako zachowanie agresywne w stosunku do człowieka. Niebezpieczne mogą być dziki ranne, uwięzione np. na ogrodzonym terenie lub spłoszone. Dzik słabo widzi i jest generalnie mało zwrotny. Jego główne zmysły: węch i słuch, w miejskich warunkach mogą być przytłumione, w efekcie jeśli nie zejdziemy mu z drogi, może na nas przypadkowo wbiec.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat, w całej Polsce, miało miejsce tylko kilka zdarzeń, które można zaklasyfikować jako atak dzika na człowieka. Do najpoważniejszych zdarzeń doszło w 2022 r. w Legnicy, gdy ranne zostało dziecko oraz rok później w Gdyni gdzie dzik poważnie zranił kobietę. W pierwszym przypadku nikt z dorosłych nie widział tego dramatycznego zdarzenia, nie zlokalizowano również agresywnego dzika. Fakt jest jednak taki, że całe zajście miało miejsce na terenie ogródków działkowych, gdzie dzika po prostu być nie powinno. Gdyby ROD był odpowiednio ogrodzony to do tego zdarzenia by nie doszło. W Gdyni dzik zaatakował kobietę na ulicy. Trudno powiedzieć co było przyczyną tego zajścia, prawdopodobnie nikt nie analizuje takich przypadków. Być może dzik się przestraszył lub był on przyzwyczajony do karmienia przez ludzi. Do niebezpiecznych zdarzeń doszło w Krakowie w 2009 i 2020 roku. W obydwu przypadkach dzik atakował i ranił kilka osób. Podejrzewano u zwierząt wściekliznę, ale te hipotezy się nie potwierdziły. W pierwszym przypadku agresywny był potężny odyniec, a całe zdarzenie miało miejsce w okresie rui, być może to spowodowało agresję tego osobnika. W Warszawie doszło do niebezpiecznego zdarzenia w ubiegłym roku na Gocławku, w tym przypadku locha poturbowała kobietę z psem. Z pewnością to właśnie obecność psa zaniepokoiła samicę, która opiekowała się młodymi. Niestety, wbrew przekazom medialnym, cała dzicza rodzina została najprawdopodobniej zabita.

Dziki na jednym z wawerskich osiedli, fot. J. Gryz

Kolizje z dzikami
Dziki są często oskarżane o powodowanie kolizji i wypadków drogowych. Jest ich faktycznie sporo, jednak to dziki są ich głównymi ofiarami. Fakt jest taki, że kierowcy rzadko kiedy przestrzegają przepisów, zwłaszcza ograniczeń prędkości i nie zwracają specjalnej uwagi na znaki drogowe ostrzegające przed możliwością kolizji z dzikim zwierzęciem. Drogi przecinają często dzicze ostoje, utrudniając im przemieszczanie, coś co nam ułatwia życie zwierzętom je komplikuje. Dziki muszą się przemieszczać, w jednym obszarze mają dzienną ostoję, a w innym żerowiska lub wodopoje i miejsca kąpielowe. Niektóre dziki przechodzą zgodnie z przepisami po pasach, a nawet ustępują pierwszeństwa na skrzyżowaniach, inne nie mają tyle szczęścia lub doświadczenia. Po Wawrze jeździ coraz więcej samochodów, nowe drogi pojawiają się w miejscach, gdzie ich nie było, często w lesie, wśród pól i łąk, prawdopodobieństwo kolizji więc rośnie. Główne drogi przecinające tereny zielone powinny być ogrodzone, np. Trasa Siekierkowska przebiegająca przez dziczą ostoję, niestety sukcesywnie zabudowywaną. Nawet jeśli droga jest ogrodzona to często ludzie niszczą płot, wycinają dziury, kradną siatkę, lub bramy awaryjne są otwarte na oścież. Tak wygląda ogrodzenie głównej trasy wylotowej (631) z Warszawy w stronę Ząbek i Zalewu Zegrzyńskiego. Nie widzę aby adekwatne służby na to reagowały. Jeśli zwierzę dostanie się na taką drogę, nie jest w stanie się wydostać, przy dużym natężeniu ruchu i prędkości pojazdów może dojść do katastrofy.

Plan Ogólny
Analizując procedowany projekt planu ogólnego dla Wawra i całej Warszawy, można jednoznacznie przewidzieć, że konflikty z dzikami i innymi zwierzętami będą coraz częstsze. Nie wynika to ani ze wzrostu dziczej populacji, ani cech charakteru tych zwierząt. Po prostu planiści przewidzieli zalanie prawie całej stolicy betonem i asfaltem. Zastanawiam się czy osoba przeznaczająca lasy, łąki i pola, pod zabudowę zadaje sobie pytanie co stanie się z żyjącymi tam zwierzętami. Nawet jeśli jakieś skrawki zieleni pozostaną niezabudowane, to będą obszarem masowej rekreacji a więc i permanentnych kontaktów ludzi z dzikami. Błędnie prowadzona gospodarka przestrzenna oraz niewłaściwe zachowanie ludzi, jest głównym powodem postrzegania dzików jako gatunku konfliktowego. Niestety nic nie wskazuje na to, aby w tym zakresie, coś mogło się w przyszłości zmienić.

dr hab. Jakub Gryz
prof. Inst. Badawczego Leśnictwa
mieszkaniec Wawra