Skazańcy
Przyszła już ta pora roku kiedy spod kół przejeżdżających pociągów wyfruwają kłęby kolorowych liści. Zjawisko to ulotne, bo i pociągi coraz szybciej przejeżdżają, a i też za chwilę drzew, z których liście na tory mogłyby opadać, nie będzie. Co bardziej uważni mieszkańcy zauważyli, że na każdym pniu, i tym starym, ale także i młodym, szczupłym jeszcze, które czelność ma rosnąć na wawerskim przytorzu, pomarańczową farbą wyrok śmierci przez ścięcie toporem został już zapisany.
Chętnych do objęcia i uściskania skazańców, tudzież przywiązania się do nich na dłużej nie widać, najwidoczniej praktykujący ekolodzy ratują właśnie planetę gdzieś indziej. Ci co choć trochę z żalu popłakują, wspominając przy tym dawną ciszę i zieleń tu wszechobecną, zadają pytania, na które nikt odpowiedzieć nie chce. Czy to konieczne? Kto na to pozwolił? Co będzie dalej?
Teraz jest jeszcze w sprawie w miarę cicho. Najgorsze wszak dopiero przyjdzie, a płacz i lament u co poniektórych się wzmoże, bo tak już jest, że jak oko nie widzi to i sercu nie żal. Wzmożenie przyjdzie tylko na chwilę, kiedy szybko rozprawiać się będą z tymi, którzy korzystali z tego miejsca długo. Najwidoczniej za długo. Skazańcy w każdym razie ani płakać ani krzyczeć nie będą.
Miejsce zbrodni przysłonią potem murem, tak wysokim, że zaglądnąć sposób nie będzie. Wawer, murem podzielony, letniskowych klimatów nam już wtedy nie przypomni wcale. A my wzdłuż tego muru będziemy chodzić próbując znaleźć przejście. Miejski spacerniak, a my też jak skazańcy…



0 komentarzy