Brzoza – zaginiona w niewyjaśnionych okolicznościach
Wyjątkowa brzoza
Brzozy brodawkowate to drzewa występujące powszechnie na terenie Wawra. Sporadycznie występują również okazy pozbawione białego barwnika zwanego betuliną. Jest to najprawdopodobniej efekt zachodzących spontanicznie mutacji, występujących u niewielkiej frakcji całej populacji tego gatunku. Osobniki takie mają korę szaro – czarną i najczęściej nie osiągają tak dużych rozmiarów jak standardowe brzozy o białej korze.
Z punktu widzenia aktualnej taksonomii drzewo takie powinniśmy nazwać czarną (ciemną) formą brzozy brodawkowatej. Najczęściej używana jest jednak potoczna nazwa „brzoza czarna”. W przeszłości botanicy uznawali ją za odmianę lub nawet podgatunek brzozy brodawkowatej. Drzew tych nie należy mylić z brzozami czarnymi rosnącymi naturalnie w Ameryce Północnej. To zupełnie inny gatunek brzozy, występujący w Polsce tylko w ogrodach botanicznych i sporadycznie w parkach.
Na początku XXI wieku na terenie Wawra rosło co najmniej kilkanaście „brzóz czarnych”. Największe ich skupisko rosło wzdłuż ul. Kościuszkowców, pojedyncze okazy w lasach Wiśniowej Góry (obecnie zabudowanych), Aleksandrowa i w Lesie Wilanowskim. Z różnych przyczyn, w ostatnich dekadach, wszystkie te drzewa zostały wycięte.
Przyrodnicza zbrodnia
Najdłużej przetrwała brzoza rosnąca w Międzylesiu, przy drodze łączącej ul. Mrówczą z Patriotów. To ponad 80-letnie, uznane za pomnik przyrody drzewo, rosło na gruntach skarbu państwa, w zarządzie Nadleśnictwa Celestynów. Mogło się wydawać, że jego istnienie nie jest zagrożone. Niestety, ta wyjątkowa brzoza zniknęła na początku bieżącego roku. Nie wiadomo dokładnie, kiedy ją wycięto, sprawę nagłośniły media na początku kwietnia. W oddziale leśnym, w którym rosła ta pomnikowa brzoza, prowadzono w tym okresie prace leśne. W ramach trzebieży wycięto wiele drzew, głównie sosen oraz brzóz. Wzdłuż drogi, przy której rosła, składowano gotowe do wywozu drewno.
Każdy pomnik przyrody powinien być oznakowany urzędową tabliczką, czy tak było w tym przypadku? W Internecie znalazłem pięć zdjęć tego drzewa i na żadnym tabliczki nie widać. Pomnikowe drzewa mają również administracyjnie określoną strefę ochronną w promieniu 15 m od krawędzi pnia. W strefie tej nie powinny być prowadzone działania mogące zaszkodzić drzewu. Czy granice tej strefy były oznakowane przed rozpoczęciem prac leśnych? Mam nadzieję, że odpowiedzi na te pytania znajdują się w aktach sprawy. Oczywiście wycięcie pomnika przyrody oraz kradzież drewna są nielegalne i teoretycznie można za takie działanie trafić nawet do więzienia. Sprawa została zgłoszona na policję. Funkcjonariusze nie odnieśli jednak sukcesu – sprawców nie wykryto. Drzewo wciąż figuruje w bazie danych Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Nie chciałbym wchodzić w kompetencje organów ścigania, nie jestem również stroną w tej sprawie i nie mam wglądu do dokumentów. Nie wiem więc jakie Policja i Straż Leśna rozpatrywała wersje wydarzeń i jakie potencjalne motywy działania przestępców analizowano. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że wycięcie tego drzewa i jego kradzież (pozostały po nim jedynie pniak i gałęzie), nie miało żadnego sensu. Drewno tej brzozy (starej, krzywej, połamanej i spróchniałej) nie miało jakiejkolwiek wartości monetarnej, nie nadawało się na deski, krokwie itp., nie mogło stanowić surowca dla rzeźbiarza, miało nawet bardzo ograniczone wartości opałowe. Drzewo rosło na terenie Lasów Państwowych, nie wchodzi więc w grę żaden deweloper, inwestor oczyszczający działkę pod budowę. Drzewo rosło w miejscu od świtu do nocy intensywnie penetrowanym przez ludzi, cały las jest otoczony drogami i zwartą zabudową, 1,5 km od tego miejsca znajduje się komisariat policji. Przestępca musiałby wjechać w nocy samochodem do lasu, hałasować pilarką, używać latarki, aby ukraść bezużyteczne drewno, jednocześnie narażając się na dotkliwy wyrok. Dodatkowo naokoło leżało pełnowartościowe drewno w stosach, przygotowanych do wywozu. Złodziej mógł po prostu wziąć sobie brzezinę już ściętą i włożyć do bagażnika. Przedstawiony powyżej scenariusz jest więc abstrakcyjny i nieprawdopodobny.

Pomniki przyrody niemile widziane
Na terenie Wawra mamy bardzo mało pomników przyrody (45 wg. uchwały z 2017 roku), pomimo, iż nasza dzielnica jest najrozleglejsza w Warszawie i wciąż zasobna w tereny zielone. Głęboki niepokój budzi fakt, że wiele drzew było kiedyś pomnikami przyrody i część z nich do dzisiaj ma urzędowe tabliczki, jednak drzewa te nie figurują obecnie w oficjalnym rejestrze, nie podlegają więc żadnej ochronie. Przykładem może być tu sosna rosnąca przy ul. Trawiastej w Aninie, lipa i jesiony z ul. Karpackiej, czy kilkanaście monumentalnych dębów rosnących po obu stronach ul. Bronisława Czecha. Te drzewa nie są już oficjalnie pomnikami przyrody. Najprawdopodobniej zniknęły z rejestru po roku 2009, kiedy pomniki przyrody przestały podlegać wojewodzie i przeszły w zakres kompetencji prezydenta miasta. Przy okazji okazało się, że wielu pomników przyrody figurujących w rejestrze wojewódzkim nie ma w terenie, po prostu zniknęły i nikt nie wie kiedy i dlaczego. Wyparowały gigantyczne głazy narzutowe i wiekowe drzewa, urzędnicy po prostu wykreślili je ze spisu i po problemie. W efekcie liczba obiektów chronionych na terenie stolicy znacząco zmalała. Drzewa pomnikowe są najczęściej bardzo leciwe, co w połączeniu z permanentną suszą, częstymi wichurami, powoduje ich stopniowe zamieranie. Większość prób ustanowienia nowych pomników przyrody kończy się fiaskiem. System ich powoływania stosowany w Warszawie jest tak dziwaczny, że odnoszę wrażenie że specjalnie tak go stworzono aby wyjątkowych drzew nie chronić. Dochodzi nawet do kuriozalnych sytuacji, gdy wiekowe drzewa są wycinane wkrótce po uruchomieniu procedury mającej zmierzać do ich ochrony. Tak stało się z historyczną Międzyleską Sosną i ponad 160 letnim jesionem z ul. Karpackiej. Urzędnicy odmówili ochrony nawet wiekowemu dębowi z ul. Potockich, który był świadkiem ostatnich aresztowań poprzedzających Zbrodnię Wawerską i finalistą konkursu na Warszawskie Drzewo Roku. Procedury powoływania pomników przyrody ciągną się latami. Objęcie ochroną Falenickiej Sosny trwało ponad pięć lat! Sytuacja nie napawa więc optymizmem, pomników przyrody mamy bardzo mało, te które istnieją znikają w niewyjaśnionych okolicznościach, a liczne wnioski o ustanowienie nowych są odrzucane, dodatkowo z kuriozalnym uzasadnieniem.
dr hab. Jakub Gryz
prof. Inst. Badawczego Leśnictwa
mieszkaniec Wawra


0 komentarzy