Leśne mity

Śledząc debatę publiczną dotyczącą gospodarki leśnej i jej wpływu na przyrodę w skali Wawra, jak i całej Polski, dostrzegam, iż dyskusja, ta jest często pozamerytoryczna, oparta na emocjach i mitach. Kilka z nich postaram się skomentować w wakacyjnym wydaniu GW.

Leśnicy eksportują do Chin
Jest to wciąż żywy mit wygenerowany na potrzeby kampanii wyborczej w 2023 roku. Generalnie Lasy Państwowe, ani inne podmioty od nich zależne, nie zajmują się eksportem drewna. System sprzedaży surowca pozyskanego w Lasach Państwowych jest prosty i przejrzysty, każdy może kupować drewno na rynkowych zasadach za pośrednictwem branżowych portali: Portal Leśno-Drzewny, e-drewno, bezpośrednio w nadleśnictwie, a nawet przez tzw. pozyskanie kosztem nabywcy. Oczywiście drewno można również kupować od właścicieli lasów prywatnych i innych podmiotów pozyskujących drewno. Mamy wolny rynek, jesteśmy członkiem UE a więc każdy może kupić w Polsce drewno, nie można dyskryminować firm z innych krajów UE, powiedzieć polskie drewno dla Polaka i np. odmówić sprzedaży firmie z Portugalii lub zażądać od niej wyższej zapłaty. Tego typu działanie spotkałoby się z ostrą reakcją międzynarodową. Istnieją oczywiście pewne metody promowania lokalnych firm, stałych odbiorców, podmiotów przetwarzających drewno w Polsce itp. W praktyce kontrolowanie losów surowca po jego sprzedaży jest jednak bardzo trudne. Leśnicy i politycy mają więc ograniczony wpływ na to co dzieje się z drewnem pozyskanym w polskich lasach. Nie ma w tym nic dziwnego, drewno jest takim samym produktem jak każdy inny, równie dobrze możemy się domagać aby mleko od polskich krów trafiało tylko do krajowych przetwórców, podobnie ze zbożem, miodem, jajkami, jabłkami… Oczywiście takie podejście jest gospodarczą utopią. Embargo na eksport drewna z UE można wprowadzić jedynie na szczeblu unijnym, szanse powodzenia takiej ofensywy dyplomatycznej są jednak niskie, tego typu rozwiązanie nie ma po prostu gospodarczego sensu. Polska od wielu lat najwięcej drewna eksportuje do Niemiec (37% eksportu w latach 2019-2023) oraz naszych pozostałych sąsiadów: Czech, Słowacji, Litwy, Szwecji. Oczywiście drewno z Polski trafia też do wielu innych, często odległych państw, w tym do Chin. Trzeba również brać pod uwagę, że Polska i cała UE jest również znaczącym importerem drewna. Nie tylko Niemcy kupują drewno w Polsce ale i nasi przedsiębiorcy importują z Niemiec coraz więcej surowca, jest tam po prostu taniej. Importujemy też od naszych pozostałych sąsiadów a nawet z Ameryki Południowej, Afryki, Birmy czy Indonezji. Przed wybuchem wojny na Ukrainie sprowadzaliśmy znaczne ilości drewna z Rosji i Białorusi. Nie ma więc w międzynarodowym handlu drewnem nic dziwnego ani złego, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Polska to relatywnie duży kraj pokryty w 1/3 wysokoproduktywnymi lasami.

Ochronimy ptasie gniazda
Liczne kontrowersje wzbudzają prace leśne prowadzone w tzw. okresie lęgowym (1.III-15.X). Większość ptaków to gatunki objęte ochroną gatunkową, a więc nie można ich zabijać, okaleczać, płoszyć, niszczyć gniazd, jaj oraz siedlisk. Chronione są nie tylko ptaki, również wszystkie gatunki nietoperzy, wiewiórki, orzesznice, popielice, koszatki, ryjówki, krety, płazy, gady, wybrane gatunki owadów, grzybów, porostów i roślin. Bez względu na porę roku nie wolno złamać przepisów o ochronie gatunkowej. Przykładowo puszczyki, najliczniejsze w Polsce sowy, wprawdzie gniazd nie budują, ale mogą w dziupli przystąpić do lęgów już w styczniu. W lutym w gnieździe mogą być już młode wiewiórki. Przez cały rok w drewnie mogą przebywać chronione owady, podobnie z grzybami i nadrzewnymi porostami. Biorąc pod uwagę mnogość gatunków chronionych, oraz bardzo często ich skryty tryb życia, muszę stwierdzić, że znalezienie ich wszystkich na powierzchni gdzie zaplanowano prace leśne jest mało prawdopodobne. W przypadku ptaków nie ma sensu poszukiwanie zajętych gniazd. Nawet naukowcy nie inwentaryzują w ten sposób najpospolitszych gatunków. Obecność lęgowych ptaków stwierdza się na podstawie ich głosów lub obserwacji bezpośrednich osobników dorosłych. Liczba par lęgowych w lesie zależy od wieku drzewostanu, jego składu gatunkowego, a także żyzności i wilgotności siedliska. Liczbę par lęgowych przeliczamy najczęściej na 10 ha lasu i wynosi ona od kilkunastu, w młodych ubogich borach sosnowych, do nawet 200 w starych nadrzecznych lasach liściastych. Teoretycznie można je znaleźć, oznaczyć taśmą i leśne maszyny je ominą. Lęgi te nie mają jednak większych szans na przetrwanie. Hałas, wibracje, spaliny, drastyczna zmiana środowiska dookoła, spowodują że samica przerwie wysiadywanie, pisklęta lub jaja zostaną zjedzone przez drapieżniki, ulegną wychłodzeniu, wypadną z gniazda itp. W przypadku innych gatunków zwierząt, oraz grzybów i roślin ich ochrona w trakcie prac leśnych jest jeszcze trudniejsza do zastosowania w praktyce. W przeszłości zakazy wynikające z Ustawy o Ochronie Przyrody nie dotyczyły racjonalnie prowadzonej gospodarki leśnej, rolnej i rybackiej. Obecnie przepis ten już nie obowiązuje. Pojawił się więc problem jak pozyskiwać drewno nie łamiąc przepisów o ochronie gatunkowej. Pojawiły się żądania wstrzymania wszelkich prac leśnych na blisko 8 miesięcy. Oczywiście takie rozwiązanie nie jest możliwe z przyczyn gospodarczych. Wykonanie wszystkich zabiegów w kilka miesięcy nie jest realne. Surowiec drzewny musi trafiać na rynek regularnie a nie okresowo. Nie można też pozyskać w krótkim czasie ogromnej ilości drewna i potem je magazynować, gdyż doprowadziłoby to do jego deprecjacji, lub gwałtownego wzrostu cen. Przez cały rok zatrudnienie muszą mieć również pracownicy Zakładów Usług Leśnych, wykonujący wszystkie zadania gospodarcze. Warto zaznaczyć że w okresie wegetacyjnym drewno pozyskiwane jest nawet w parkach narodowych. Oczywiście przepisy o ochronie gatunkowej dotyczą też rolników i rybaków. Nikt jednak nie atakuje tych grup zawodowych tak jak leśników. Łatwo sobie wyobrazić że koszenie łąki w maju lub czerwcu powoduje ogromne straty w przyrodzie. Podobnie z rybackimi sieciami w których duszą się ptaki, wydry, bobry, a w Bałtyku również foki i morświny. Generalnie większość populacji ptaków leśnych jest stabilna lub wykazuje wzrost liczebności, ptaki wodno-błotne i związane z krajobrazem rolniczym wykazują najczęściej dramatyczny spadek liczebności w ostatnich dekadach.

Drzewostan gospodarczy w Międzylesiu. Fot. J. Gryz

Lesistość rośnie
To częsty argument kończący wszelkie spory dotycząc gospodarki leśnej. Czy jest on prawdziwy? Oczywiście, w latach 1945-2025, lesistość Polski zdecydowanie wzrosła, takie też wykresy są najczęściej prezentowane. Sprawa jest bardziej skomplikowana, jeśli przyjrzymy się ostatniej dekadzie, w której powierzchnia zalesień gwałtownie spadła a odlesień wzrosła. Skarb państwa nie przekazuje już Lasom Państwowym gruntów do zalesienia, lub dzieje się to w znikomym zakresie. W przypadku prywatnych właścicieli gruntów zalesienia się po prostu nie opłacają. Stworzono też szereg barier administracyjnych zniechęcających do zalesiania. Dopłaty unijne do gruntów rolnych są znacznie bardziej wymierne i opłacalne, niż przyszłe dochody z gospodarki leśnej. Zalesienia w skali Polski są więc obecnie znikome, te dane są prezentowane przez GUS. O wiele trudniej znaleźć informacje o skali odlesień w poszczególnych latach, mi się to niestety nie udało. Mieszkając w Wawrze, jeżdżąc po całej Polsce służbowo lub prywatnie, regularnie obserwuję zagładę lasu, zastępują go domy, parkingi, cmentarze, autostrady, obwodnice, gazociągi, lotniska, bazy wojskowe, ośrodki wypoczynkowe. Media nieustannie donoszą o nowych inwestycjach realizowanych kosztem lasu: przekop Mierzei Wiślanej, elektrownia atomowa wraz z infrastrukturą, elektrownie wiatrowe, strefa przemysłowa w Stalowej Woli, fabryka Izery, można wymieniać bez końca. W bieżącym roku przekazano pod nartostradę prawie 3 ha lasu w Karkonoskim Parku Narodowym! Sumując tylko te wymienione inwestycje okaże się, że pochłonęły one tysiące hektarów lasu. Zalesienia w ostatnich latach to zaledwie 500-700 ha rocznie. To dane dotyczące tylko gruntów oficjalnie uznanych za leśne. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w przypadku tzw. lesistości rzeczywistej, uwzgledniającej lasy rosnące na gruntach uznanych za rolne. Są to w większości młode drzewostany w wieku 30-40 lat złożone z brzóz, topól, olsz i wierzb. Pomimo młodego wieku lasy te są często bardzo cenne przyrodniczo np. lasy łęgowe nad Wisłą. Niestety w ramach Lex Szyszko zmodyfikowano prawo i zezwolono na tzw. przywracanie gruntów do kultury rolnej, w efekcie z dnia na dzień zezwolono na wycięcie setek tysięcy hektarów lasów rosnących na gruntach uznanych za rolne. Oczywiście jeśli już wytniemy drzewa, możemy przystąpić do odrolnienia gruntu i przeznaczenie go na inne cele np. budowlane, kopalnie piasku itp. Ewentualnie pobierać dopłatę z UE. Właściciele gruntów ochoczo korzystają z nowego prawa, pojawiły się firmy przywracające grunt do kultury rolnej, często tylko w zamian za pozyskane drewno. Biorąc po uwagę powyższe spostrzeżenia, trudno mi uwierzyć, że lesistość Polski, zwłaszcza ta rzeczywista, nadal rośnie.

dr hab. Jakub Gryz
prof. Instytutu Badawczego Leśnictwa
mieszkaniec Wawra