Lukrowanie Wawra – level MASTER
Promocja jednostki samorządu terytorialnego jest jednym z jej szczególnych zadań własnych. Szczególnych, bo nikt dokładnie nie określił na czym ta promocja powinna polegać i komu – tfu, czemu – służyć? Intuicyjnie wiemy, że działalność promocyjna gminy, miasta czy dzielnicy powinna polegać na przyciąganiu inwestycji, przedsiębiorców, turystów, a także samych mieszkańców. A co jeśli promocja nastawiona jest tylko na informowanie o działaniach podejmowanych przez władze albo służy promocji właśnie samych włodarzy?
Reklama dźwignią handlu
Warszawa na promocji nie oszczędza i nawet przy trudnej sytuacji finansowej tego rodzaju wydatki ciągle rosną (ponad 47 mln zł na działalność promocyjną i wspieranie rozwoju gospodarczego w 2023 roku i planowane ok. 76 mln zł w roku 2025). Samorząd niczego nie sprzedaje, niczym nie handluje, ale warszawskim budżetem marektingowym nie powstydziłaby się niejedna korporacja. Coraz więcej warszawskich dzielnic ma w swoich urzędowych strukturach wydziały odpowiadające tylko za promocję i komunikację. Gdzieniegdzie jeszcze w dzielnicach promocja wciąż jest połączona ze sportem, kulturą czy zewnętrznymi funduszami. Wawer ma dedykowany Wydział Promocji i Komunikacji Społecznej i na promocji zdecydowanie nie oszczędza.
Samorząd jak agencja?
W dzielnicy Wawer dyskusja o (nie)zbędnych wydatkach rozgorzała po zakupach telefonów komórkowych. W I półroczu br. dzielnica zamówiła 45 telefonów za łączną kwotę ok. 162 tys. zł., a wśród zakupionych egzemplarzy znalazało się kilka, zapewne bardzo potrzebnych urzędnikom iPhonów 16 Pro. Chwilę później okazało się,że iPhony najwyraźniej nie wystarczają do robienia zdjęć, bo trzeba było zakupić nowy aparat fotograficzny za 18 tys zł. Argumentowano to tym, że takie cudeńko umożliwi wykonywanie pięknych ujęć po zmroku i że to tak naprawdę okazja, bo „agencje reklamowe mają o wiele droższy sprzęt” (to prawdziwy cytat jednej z radnych rządzącej koalicji). Bardzo możliwe, że profesjonalny sprzęt może być jeszcze droższy, ale przecież samorząd to nie agencja.
Pełna profeska
Dyskusja o potrzebie zakupu lustrzanki tak zbulwersowała rządzących dzielnicą, że na kolejną sesję przygotowana została bez zapowiedzi prezentacja na temat działalności promocyjnej dzielnicy. Naczelnik Wydziału Promocji i Komunikacji Społecznej w punkcie „Wolne wnioski” wytłumaczył, że w jego wydziale pracuje 8 osób i że są to przede wszystkim profesjonaliści. Na potwierdzenie pokazał garść statystyk dotyczących mediów społecznościowych, gdzie generalnie dla dzielnicy Wawer niemal wszystko rośnie (liczby użytkowników, odsłon, kliknięć itp). Dowiedzieliśmy się przykładowo, że w ciągu ostatniego miesiąca dzielnica Wawer opublikowała 324 posty na Facebooku, a kolejną jeśli chodzi o publikowaną zawartość była dzielnica Ochota z zaledwie 92 postami. Na Instagramie podobnie, dzielnica Wawer opublikowała 295 postów, choć tutaj dosyć blisko była już dzielnica Ursus z 250 postami.
Podsumowując – brawo! Tylko że, nie ujmując nikomu profesjonalizmu w tym co robi, czy naprawdę od tego jest samorząd? Urzędnicy chyba pomylili miejsca pracy.
Samorząd nie może być wydawcą
Argumentów przemawiających za tym, aby za publiczne pieniądze nie były też wydawane czasopisma jest wiele. Może to przede wszystkim prowadzić do jednostronnego przekazu, a co za tym idzie ograniczenia wolności prasy i pluralizmu informacji. Środki przeznaczane na działalność promocyjną mogłyby być też wydane na rzeczywiście potrzebne działania.
Koronnym argumentem jest jednak konstytucyjna zasada pomocniczości samorządów. Oznacza to, że jednostki samorządu terytorialnego powinny wykonywać tylko te zadania, które nie mogą być zrealizowane przez obywateli. Odnosi się to idealnie do wydawania prasy, gdzie niezależni wydawcy bez problemu poradziliby sobie z informowaniem mieszkańców. Niestety w obecnej sytuacji niezależne media znikają jedno po drugim i to się dzieje też u nas.
Dominacja właściwego przekazu
Na sesji Rady Dzielnicy Wawer w dniu 15 października br. zaopiniowano pozytywnie projekt załącznika budżetowego na 2026 rok. W obszarze wydatków przeznaczonych na wydawnictwa promujące daną dzielnicę w przyszłym roku to właśnie Wawer wyda najwięcej. Będzie dysponował na ten cel budżetem w kwocie nieco ponad 800 tysięcy złotych.

Sam Kurier Wawerski będzie kosztował rekordowe 583 tysiące złotych. Przy planowanych 402 tysiącach egzemplarzy koszt jednego numeru (1,5 zł za egzemplarz) będzie jednym z droższych w Warszawie (12 z 18 dzielnic wydaje własną gazetę). Podobno gazeta musi tyle kosztować, bo nie publikuje odpłatnych reklam. Więcej kosztować będzie tylko 30 tysięcy sztuk Kuriera Wolskiego (10 zł za egzemplarz), 12 tysięcy sztuk Głosu Wesołej (4,6 zł za egzemplarz) i 110 tysięcy sztuk Twojego Bemowa (1,8 zł za egzemplarz). Żadne z dzielnicowych czasopism nie jest jednak wydawane z taką częstotliwością jak Kurier Wawerski (dwutygodnik), a biorąc pod uwagę liczbę planowanych egzemplarzy (ok. 15 tysięcy egzemplarzy co 2 tygodnie) jest to ewenement w dużo szerszej skali. Od przyszłego roku nikt już nie powinien oprzeć się właściwemu przekazowi z Żegańskiej.



0 komentarzy